Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • poniedziałek, 11 lipca 2011
    • trzeba sobie w życiu radzić!

      „Nareszcie lipiec !” pomyślałam, gdy rankiem, pierwszego dnia mojego ulubionego miesiąca otworzyłam oczy. Z czym kojarzy Wam się lipiec? ... z owocami pełnymi słońca, pięknymi kwiatami, kolorowymi strojami, długimi, ciepłymi dniami lub z wieczornymi spacerami przy dźwiękach ulicznych muzykantów w mieście czy przyrody na wsi ? Mnie kojarzy się cudownie! Szybko zerwałam się z łóżka, włączyłam ulubioną muzykę, przerzuciłam stronę w kalendarzu na ścianie, odsłoniłam zasłony i … no cóż to chyba nie był jeszcze lipiec. A na pewno nie lipiec, o którym marzyłam od zimnego, mokrego stycznia! Deszcz padał, powodując coraz większe rzeczki na ulicach, chmury zasłaniały wysokie budynki i tylko nieliczni walczyli na drodze do tramwaju, samochodu czy sklepu.

      Uwierzycie lub nie, lubię deszcz. Od małej dziewczynki z upodobaniem wchodzę w kałuże, czekam, aż deszcz zmoczy mi lekką rosą twarz, a potem wracam do domu, oglądam go przez okno, czytając ulubioną książkę zawinięta w ciepły koc. Deszcz jednak powinien zdecydowanie pouczyć się savoir-vivre'u, by wiedzieć, że natręctwo to okropna cecha! Ten lipcowy deszcz na pewno nie był dobrze wychowany. Nie wiem, jak u Was, ale ja już prawie straciłam nadzieję, na słoneczne dni! Dzięki Bogu od wczoraj cieszę się słońcem i wolę nie sprawdzać prognozy pogody. Ach ten lipiec! – niewierny z niego kochanek ;)

       


       „Trzeba sobie w życiu radzić – powiedział baca zawiązując buta dżdżownicą!” … znacie ten żart? ;) Spróbujcie poszukać czegoś, co poprawia Wam nastrój niezależnie od pogody. Zgrajcie na MP3 kawałki, które dobrze Wam się kojarzą, przy których zawsze macie ochotę tańczyć i podpiszcie plik „ to będzie DOBRY DZIEŃ!” – używajcie zawsze, gdy będzie taka potrzeba. Przyczepcie do lodówki/ w innym widocznym jakieś rozśmieszające zdjęcie. Dorzućcie do stroju kolorowy dodatek np. apaszkę lub jakąś pamiątkę z wakacji. Czasem, gdy brakuje nam słońca, trzeba odnaleźć to, które kryje się w naszym wnętrzu :)

       

       Moim tajemnych eliksirem na … na wszystko jest kawa. To chyba uzależnienie. Od niej zaczynam dzień, potrafi zastąpić mi deser i działa doskonale na moją kreatywność.

       Czy wiecie, że kawa była początkowo wykorzystywana podczas wypraw wojskowych w Etiopii, w prowincji Kaffa. Jednak to nie od tego miejsca wywodzi swą nazwę ten wspaniały napój. Słowo kawa to pochodna arabskiego „quahwaw”, oznaczającego wino. Ponieważ islam zabrania picia wina, mała czarna szybko zrobiła karierę w wielu muzułmańskich krajach, stając się „winem islamu”. Arabowie otoczyli produkcję kawy tajemnicą państwową. W XV w. otwarto pierwszą kawiarnię dla turystów w Mekce. Kawa w Europie to dopiero XVII! Straszne rzeczy!

      Potrzeba naprawdę niewiele, by wyczarować samemu pyszną kawę w domowym zaciszu.

      Kupujcie dobrą kawę, a aby nie stracić jej walorów smakowych najlepiej schować ją w szczelnym, szklanym lub porcelanowym ( lepiej niż plastik utrzymuje olejki zawarte w kawie) w chłodnym miejscu (lodówka, spiżarka).

      Ważna jest też używana woda, koniecznie świeża i jak najmniej mineralizowana. Wspomniane już olejki zawarte w kawie lubią odkładać się na ściankach urządzeń, dlatego trzeba je dokładnie myć, bo odkładający się tłuszcz powoduje, że kawa będzie gorzka.

      Jak mówią Włosi, aromat zaparzonej kawy trwa jedynie 20 min, dlatego nie warto przygotowywać jej wcześniej i podgrzewać.

      Jeśli chcemy spienić mleko, powinno mieć ono nie więcej niż 65stC. Ubijamy je bezpośrednio pod powierzchnią, a następnie delikatnie pukamy dnem o blat, by zniknęły większe pęcherzyki powietrza (metodę tę podpatrzyłam w pewnej kawiarni, wypytałam kelnera, sprawdziłam i naprawdę działa :). Do spieniania mleka można kupić specjalną malutką trzepaczkę – niewielki wydatek, a ile przyjemności!

      Ja swoją kawę przygotowuję w małym włoskim ekspresie ciśnieniowym. Stawia się go na gaz lub płytę, a podgrzana woda w dolnym pojemniku wytwarza ciśnienie, przechodzi przez środkowe sitko z kawą „kradnąc jej smak” i skraplając się w górnym dzbanuszku. To bardzo wygodny i szybki sposób, a moje capuccino czy espresso smakuje doskonale.

      *Moja ulubiona: Latte Macchiato

      Mleko rozgrzewamy do temperatury 60 st. I spieniamy. Wlewamy do wysokiej, wąskiej szklanki, następnie bardzo ostrożnie, wąskim strumieniem wlewamy espresso (można to uczynić za pomocą wypukłej strony łyżeczki). Aby powstały trzy pięknie wyglądające warstwy espresso musi mieć przynajmniej tak wysoką temperaturę jak mleko (mleko jest wówczas gęstsze i zostaje na spodzie). Gdy kawa będzie chłodniejsza, płyny będą miały inną gęstość i mleko wypłynie na wierzch, mieszając się z kawą.

      

      A do kawy polecam posłuchać Buena Vista Social Club :) (http://www.kongresowa.pl/impreza,24_07_2011,orquesta_buena_vista_social_club_feat_omara_portuondo.html)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2011 17:34
  • środa, 25 maja 2011
    • Mam na szafie ogromne pudełko...

      Któż z nas nie ma "swoich miejsc", do których (jeśli nie osobiście) powraca często myślami? Oglądamy świat nie tylko oczami, ale wszystkimi zmysłami, całą naszą pamięcią, doświadczeniami i emocjami.

      Zostawiamy siebie w różnych miejscach. Przypisujemy im historie, nie tylko fakty, ale wszystkie odczucia, smutki i radości, słowa tam wypowiedziane, i myśli uświadomione. Przywłaszczamy na własność w pamięci i choć nie są nasze, zawsze czujemy się w nich trochę jak "u siebie"...

      Czytaliście "Śniadanie u Tiffanny'ego" Trumana Capote? Książka o kobietach i nie tylko :) Choć większość z nas sprawia wrażenie ciągle "w podróży" (jak pisała Holly, bohaterka książki na swoich wizytówkach) i czasem boimy się związywać z miejscem lub z ludźmi, to jednak każdy potrzebuje mieć takie schronienie lub osobę, która sprawia że zatrzymuje się czas.

      Takie miejsca, które rozmawiają z nami tylko nam znanym językiem. Albo po prostu są. Jak milczący przyjaciel siedzący obok, przy którym nie czujesz już obowiązku bezsensownego mówienia o czymkolwiek. Czujesz się bezpiecznie :) Wyższy stopień znajomości ;)


      Mam na szafie ogromne pudło, w którym trzymam fotografie, pocztówki i drobiazgi, przypominające mi o różnych miejscach i wydarzeniach. Jest tam także sporo kamyczków znad Bałtyku, który uwielbiam. Szczególnie jesienią, gdy wiatr jest jeszcze ciepły, ale plaże już puste. Idealne na spacery. Termos z kawą, aparat i ciepły sweter. A w drodze powrotnej ziemniaki gotowane w mundurkach z tzatzikami. W sam raz na dzisiejszą "sztormową" pogodę za oknem. Nawet daleko od morza... ;)

      Gotujemy nieobrane, umyte ziemniaki w porządnie posolonej wodzie przez ok 1 godz. Kawałek twarogu wielkości kostki masła łączymy z 4 łyżkami tłustej śmietany. Dodajemy przeciśnięte przez praskę 2 ząbki czosnku, odrobinę cukru, pieprzu, soli i kroplę soku z cytryny. Kroimy świeży szczypiorek i koperek. Ścieramy drobno świeżego ogórka wraz ze skórką, odsączamy. Wszystko dokładnie mieszamy i wstawiamy na min 2 h do lodówki. Ugotowane, nieobrane ziemniaki przekrawamy, solimy, ew. kładziemy odrobinę masełka. Podajemy gorące z przygotowanym twarożkiem tzatziki.

      http://www.youtube.com/watch?v=vDN5rG3wLa4

      http://w21.wrzuta.pl/audio/4QDfy7WxlgP/krzysztof_krawczyk_-_letni_wieczor

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 25 maja 2011 23:32
  • poniedziałek, 23 maja 2011
    • Kuchenne rezultaty niespokojnego umysłu...

      "Jest absolutnym szaleństwem robić ciągle to samo,

      a oczekiwać innych rezultatów"

      /A. Einstein/

      Jeden z moich ulubionych cytatów! Wypisany dawno temu na karteczce, co roku otrzymuje swoje honorowe miejsce w kalendarzu.

      Rutyna źle na mnie wpływa. Lubię ciągle coś przemalowywać, przestawiać, przyklejać, odklejać, przekładać :) Prawdopodobnie moi domownicy nie wytrzymaliby ze mną długo, gdyby nie możliwość improwizacji w kuchni. W końcu łatwiej (i bezpieczniej) jest mieszać i zmieniać składniki dania, niż co miesiąc np. malować ściany, czy przesuwać meble ;)

      Kulinarne przeprowadzki... śniadanie w paryskim stylu, obiad a la itailana i kolacja z japońskim zacięciem ;) A to wszystko bez ruszania się z domu :)

      Nie trzeba za każdym razem szukać wyrafinowanych przepisów. Odświeżająca może być już zmiana w dodatkach!

      Zaczynamy od bazy...

      Sałata z pomidorem i sosem np. vinegret plus klasyczna kanapka z jajkiem i szynką.

      ... przechodząc do wariacji :)

      Sałatę, pomidora i przekrojone na ćwiartki gotowane jajka wrzucamy do miseczki. Plasterki szynki kroimy w paseczki, podsmażamy do przyrumienienia na maśle (doskonała do tego jest polędwica łososiowa), dodajemy do sałatki. Zmieniamy trochę klasyczny smak dorzucając łyżkę kaparów. Sos "prawie" vinegret: bierzemy średni słoik ( metoda na proste połączenie wszystkich składników ) i wlewamy do niego ok 4 łyżki oliwy, 1 łyżkę octu, kilka kropli soku z cytryny, dodajemy szczyptę soli, pieprzu i sproszkowanego czosnku, odrobinę musztardy oraz cukru. Zakręcamy słoik i wstrząsamy do momentu, gdy sos będzie miał konsystencję emulsji. *sos ten nabierze ciekawego charakteru, gdy zamiast zwykłej oliwy użyjecie tej ze słoika z suszonymi pomidorami. Sos łączymy z sałatą. Pozostało nam jeszcze pieczywo: bułkę lub chleb nacieramy czosnkiem i przyrumieniamy na masełku, które pozostało nam po smażeniu szynki.

      http://www.youtube.com/watch?v=QBrlYtV60GA 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 maja 2011 16:50
  • piątek, 20 maja 2011
    • Burza nad miastem

      Moim (absolutnie subiektywnym) zdaniem nie ma lepszego lekarstwa na wszelkie burze życiowe, uczuciowe i pogodowe niż kubek herbaty. A jeśli dodam do tego, że zostaje darowany z rąk przyjaciela, który z anielską cierpliwością nas wysłucha, każdy potwierdzi magiczną moc gorącego naparu.

      Są herbaty, które kojarzą mi się z daną sytuacją. Z uporem maniaka zapamiętuję ich zapach, smak. Są dla mnie takimi kulinarnymi pocztówkami. I tak rooibos to dla mnie smak piosenek świątecznych, białych filiżanek i wspólnego ubierania choinki. Biała z rumem to długie czytanie książki na tarasie w letnie wieczory.

      Pamiętam też smak herbaty, którą piłam w dworcowej tureckiej kawiarni z dwiema przyjaciółkami podczas naszych pierwszych "dorosłych" wakacji. Sopot, noc, najbliższa kolejka do wynajmowanego mieszkania za 2h. W tej kawiarni stać nas było na jedną filiżankę herbaty. Jakież było nasze zdziwienie, a jednocześnie rozbawienie kelnera, gdy okazało się, że jest wielkości naparstka :D Podzieliłyśmy się sprawiedliwie i umoczyłyśmy usta z manierami dam:)

      Podobno z 1 torebki herbaty można zrobić 7 szklanek naparu :).... Nie próbowałam. Wiem jednak, że z dosłownie każdej herbaty można zrobić smakowite

      herbaciane ciasteczka

      Łyżkę masła, 7 łyżek cukru pudru i dwa żółtka ucieramy na gładką masę. Dodajemy łyżkę drobnego suszu herbacianego(według upodobań) i łyżeczkę skórki otartej z pomarańczy oraz 1szkl mąki. Formujemy kulę, zawijamy w folię i wstawiamy na 30 min do lodówki. Po wyjęciu tworzymy wałek o odcinamy plasterki. Ciasteczka pieczemy przez ok 10 min w temp 180stC

      Burza nad miastem.

      Zawijam się w ukochany koc z kubkiem herbaty i ulubionymi gazetami.        

      Dobrego weekendu :)

      http://www.youtube.com/watch?v=XvyMG0z0FZY

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      piątek, 20 maja 2011 23:01
  • czwartek, 19 maja 2011
    • Cucina con amore

      Warzywa zaczepiają mnie ze straganów, pomidory zaczynają pachnieć słońcem, zielone brokuły prezentują się doskonale niczym bukiet, a małe, jędrne ziemniaczki przywodzą na myśl letnie ogniska. Wybór jest zdumiewający.

      Lubię surowe warzywa. Są jednak takie, które moim zdaniem najlepiej smakują pieczone. To tak, jakby wysoka temperatura, odrobina ziół i trochę czasu na przygotowanie wydobywało z nich całkiem inne oblicze :)

      Oczywiście nie jestem zwolenniczką skomplikowanych dań. Gotuję szybko, często pod wpływem emocji. Nie umiem skupiać się na odmierzaniu dokładnych proporcji, wykonywaniu akrobatycznych czynności. A do tego musze mieć pewność, że wszystko będzie dobrze smakować, wyglądać i pachnieć :)

      (Na zdjęciu Sophia Loren. Jej kuchnia jest nieskomplikowana, co nie znaczy, że brakuje jej zaangażowania. Wie co i jak przyprawić, by zadziwić gości, mając jednocześnie czas na wystrojenie się przed ich przyjściem. Jej książka "Cucina con amore" to mój punkt nr 1 wśród zaplanowanych pamiątek z wakacji :)

      Cukinie zapiekane z farszem mięsnym

      Podsmażamy na oleju drobno pokrojone 2 cebule i 3 ząbki czosnku. Dodajemy 1/2 kg mięsa mielonego, doprawiamy majerankiem, oregano i słodką papryką. Smażymy przez ok 7 min (jeśli z mięsa wypłynie sporo wody, odlewamy ją), dodajemy 4 łyżki koncentratu pomidorowego i 1 łyżkę cukru. Smażymy przez ok 15 min.

      2 większe cukinie kroimy wzdłuż na połówki, wyjmujemy łyżką środek tak, by przypominały łódeczki. Nakładamy do środka przygotowany farsz mięsny, na wierzchu układamy plasterki pomidora, posypujemy startym serem. Pieczemy przez 25 min w temp. 170stC. Podajemy gorące, jak lipcowe powietrze w samo południe ;)

       

      Czy znacie jakiegoś Włocha, który z odpoczynkiem czekałby do weekendu?

      W planie dnia każdego mieszkańca Italii musi być sjesta, chwila na dobre jedzenie, przedyskutowanie "życia" ze znajomymi, złapanie oddechu.

      Może warto czasem wziąć z nich przykład...? ;)

      http://www.youtube.com/watch?v=NgeI0NeOjhI&feature=related

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 maja 2011 15:53
  • niedziela, 15 maja 2011
    • Tak się to robi z ... kobietami? :)

      Zupełnie nie mogę się nadziwić tak znikomej karierze rabarbaru w kuchniach moich znajomych. Rozumiem, że długie, ciągnące się niteczki o chropowatej, "tępiej" powierzchni i kwaśno-gorzkim smaku mogą nie być zbyt zachęcające. Jednak z rabarbarem trzeba postępować zupełnie jak z kobietami! - tak, właśnie tak! niepoznane bliżej mogą wydać się mało interesujące, gdy jednak zostaną obdarzone ciepłem, delikatnością odkrywają swoje piękno :) całość przyprawiona z największą dbałością odsłania oblicze, którego nie widać na pierwszy rzut oka :)

      uwierzcie mi, nie ma niedobrego rabarbaru - jest tylko źle przyrządzony. zupełnie tak, jak nie ma brzydkich kobiet - są tylko mężczyźni bez wyobraźni :)


      Mus z truskawek i rabarbaru

      Na dużej patelni podgrzewaj, nieustannie mieszając: szklankę cukru, sok z 1 pomarańczy + startą z niej skórkę, 1 całą laskę cynamonu, 2 krople aromatu waniliowego i szczyptę gałki muszkatołowej. Gdy powstanie syrop, dodaj do niego: 60dag pokrojonego rabarbaru, 1/2 kg truskawek. Przemieszaj i duś przez ok 20 min cały czas mieszając. Wyjmij lakę cynamonu, zmiksuj na gładki mus i odstaw do wystudzenia. Podawaj w małych salaterkach lub jako dodatek np. do lodów.

      Muffinki z rabarbarem

      3 duże laski rabarbaru pokrój na kawałki i podsmaż na patelni z 2 łyżkami cukru do momentu, gdy będzie miał konsystencję dżemu. Odstaw, by ostygnął.

      W tym czasie połącz: 2 niecałe szkl mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 3/4 szkl cukru, 1 łyżeczkę cynamonu. W innej miseczce wymieszaj: duży kubek jogurtu naturalnego, 1/2 szkl oleju, 2 jajka oraz przygotowany wcześniej rabarbar. Połacz wszystkie składniki i przełóż do przygotowanych foremek na muffinki. Piecz ok 23 min w temp 190stC. Gdy ostygną, posyp cukrem pudrem.

       

      http://www.youtube.com/watch?v=uTxythHY09k

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 maja 2011 21:30
  • sobota, 14 maja 2011
    • Kulinarne podróże

      Jeśli miałabym wskazać coś, co najbardziej mnie inspiruje w życiu, moich decyzjach i planach z pewnością byliby to inni ludzie, rozmowy z nimi :) Ale zacznijmy od początku... odwiedziłam dziś niezliczoną liczbę sklepików, butików w poszukiwaniu wymarzonych butów. Przymierzyłam tysiące par, jedne były mało wygodne, inne, choć piękne zupełnie nie pasowały do tych zaplanowanych ( a doskonale wiedziałam, że nie mogę dziś pozwolić, by poniosły mnie typowo kobiece skłonności do kupowania tego co piękne, choć nie zawsze potrzebne :) Stojąc w kolejce zauważyłam przed sobą pewną zgrabną, wysoką kobietę. Miała na sobie długą, czerwoną spódnicę w oryginalne wzory i wspaniałą, elegancką biżuterię z kolorowymi kamieniami. Nie mogłam się powstrzymać: zaczęłam z nią klasyczną dyskusję o pogodzie, choć moim celem było oczywiście ostateczne dowiedzenie się, skąd ma tak piękne rzeczy. Od słowa do słowa i okazało się, że jej ubrania to wynik licznych zagranicznych podróży. Pod wpływem jej krótkiej historii moja wyobraźnia była już daleeeeko stąd (czy stamtąd:)

      Niestety spacer rozgrzanymi słońcem uliczkami Barcelony czy Rzymu byłby dziś w moim przypadku niemożliwy. Ale już smakowita sjesta w Meksyku... absolutnie tak! :)

      A wszystko za sprawą prostej, typowo meksykańskiej potrawy...

      Fajitas z kurczakiem

      Kroimy 2 piersi z kurczaka na cienkie paseczki, dodajemy po jednej łyżce: oregano, kminu rzymskiego, soli morskiej, 3 łyżki oleju lub oliwy oraz 2 łyżki soku z limonki. Mieszamy i odstawiamy. W tym czasie kroimy 2 duże cebule na półtalarki, podsmażamy na łyżce oliwy przez ok 5 min, następnie dodajemy pokrojoną w paseczki 1 żółtą i 1 czerwoną paprykę. Mieszamy, trzymając na średnim ogniu, aż papryka będzie miękka, przekładamy do miseczki. Na tej samej patelni dodajemy trochę oliwy, podsmażamy zamarynowanego kurczaka. Smażymy, cały czas mieszając, gdy będzie już gotowy, dodajemy paprykę i cebulę z miseczki. W piekarniku podgrzewamy wg przepisu na opakowaniu gotowe tortille. Kurczaka, tortillę przekładamy na duże talerze, tak by każdy mógł skomponować swoją wersję :) W oddzielnych miseczkach możemy podać kukurydzę z puszki, porwane liście sałaty lodowej, starty żółty ser, świeże listki kolendry, dowolnie skomponowany sos lub ostry sos chili. Im więcej dodatków, tym więcej zabawy. Fajitas to dobra propozycja jeśli gościcie dziś na kolacji bliskich znajomych. Porzućcie widelce i nie przejmujcie się, że ubrudzicie sobie ręce :) Wyobraźnia to główny składnik Fajitas - niech nic jej nie ogranicza ;)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 14 maja 2011 15:30
  • piątek, 13 maja 2011
    • Już nie mogę się doczekać...

      W piątek wieczorem myślę już tylko o odpoczynku. Jednak zanim ten moment nastąpi robię w drodze do domu szybkie zakupy na kolację, następnie sprzątanie... nie chcę przecież budzić się w sobotni poranek z wizją porządków domowych! ;)

      Może uznacie to za nadgorliwość, ale jeśli nie wychodzę z domu, staram się przygotować do jedzenia coś dobrego, co jednocześnie nie zmęczy mnie na tyle, że zasnę zaraz po kolacji. Wieczór dopiero się zaczyna... :) Czasem naprawdę wystarczy niewiele, by zrobić coś zaskakującego ;)

      Kupienie produktów w sklepie zajęło mi 15min, przygotowanie 10 min + 20 min na pieczenie. Komentarze zaskoczonych znacznie dłużej... :)

      Toskańskie muffinki

      Nagrzejcie piekarnik do 200stC. Wymieszajcie w misce: 3 szkl mąki, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 60 g drobno pokrojonych oliwek, 60g startego sera, szczyptę soli i dwie łyżeczki rozmarynu. Do tego wlejcie (wcześniej połączone): 250 ml mleka, 2 jajka i roztopione 1/2 kostki masła. Wymieszajcie niedbale, ciasto może pozostać grudkowate z pęcherzykami powietrza. Pieczcie przez 20 min. Jedzcie dopiero gdy ostygną. Oliwkowe muffinki doskonale smakują z dobrej jakości masłem. Dobra rada: zróbcie więcej albo schowajcie połowę. Z powodzeniem zastąpią pieczywo na jutrzejszym śniadaniu ;)

      Dobrego weekendu! Nie zmarnujcie żadnej chwili!:)

      http://www.youtube.com/watch?v=nkcIoI7gDow

      http://www.youtube.com/watch?v=7-dyGA2VdCI

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      piątek, 13 maja 2011 20:47
  • środa, 11 maja 2011
    • Jedzenie... przekupstwo stare jak świat!

      Wiosna w pełni, dzieci szaleją na słońcu. Wracając dziś do domu, usłyszałam rozmowę...

      Mała dziewczynka, ok 6 lat( zwracając się do chłopca, mniej więcej w tym samym wieku ): a teraz bawimy się w dom. ja będę żoną, a Ty mężem!

      Chłopiec: Ale co robi mąż?

      Dziewczynka: wraca z pracy. a żona robi mu obiad... i mąż mówi "jesteś kochana".... bawimy się! (naśladując teraz wysoki, damski głos) Misiu (sic!), dobrze, że wróciłeś już. Co zjadłbyś na obiad?

      Chłopiec (zdezorientowany): ale ja nie wiem, co mam mówić...

      Dziewczynka(zdenerowowana): no chyba masz jakieś jedzenie, co lubisz??? (*składnia oryginalna)

      Chłopiec: lubię hamburgery!

      Dziewczynka (lepiąc "hamburgery" z piasku): dobrze, a teraz musisz powiedzieć, że jestem kochana. a ja Ci pokażę nową sukienkę...

      Słuchanie tego było ponad moje możliwości! :D

      Zadziwiające, jak te dzieci szybko się uczą. Jedzenie... przekupstwo stare jak świat! :)

      Poniższy przepis na hamburgery (autorstwa Pascala Brodnickiego, znanego z programów kulinarnych w tv) był już wykorzystywany w wielu sytuacjach: nocna nauka na egzminy, letnie rozgrywki badmintona i wizyty najmłodszych. Zdrowszy i smaczniejszy od swoich mrożonych wersji sprzedawanych w fast foodach...

      Zeszklijcie 1 posiekaną cebulę na maśle. W misce wymieszajcie ją z drobno pokrojonym kiszonym ogórkiem, łyżką pokrojonych oliwek + dwie czubate łyżki musztardy. Dodajcie ok 600g mięsa mielonego i wyróbcie rękami lub łyżką. Uformujcie 6 kotlecików (będzie łatwiej, gdy deskę posypiecie bułką tartą) i usmażcie na oleju z resztką masła po cebuli. Sos: wymieszajcie 2 łyżki masła, 2 łyżki śmietany i 5 łyżek startego sera. Bułki kajzerki przekrójcie na pół, połóżcie kotlecik, polejcie sosem i przykryjcie wierzchem. Zapiekajcie w piekarniku nagrzanym do 120stC tak długo, aż sos serowy się rozpuści.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 11 maja 2011 19:22
  • wtorek, 10 maja 2011
    • Carmen w kuchni

      Uwielbiam taniec! Ileż emocji można nim przekazać... Radosny flirt życia w salsie, pozorna niedostępność w walcu i wreszcie wszystkie karty odkryte w tangu.

      Wszystko zależy od nastroju! Także moja kuchnia. Muzyka dyktuje mi dziś to, co za chwilę pojawi się na talerzu. Jest to zajęcie, podczas którego absolutnie się odprężam. Zamykam drzwi, wyłączam telefon. Gotuję dla siebie i słuchając swoich potrzeb... Biały talerz, czerwone pomidory, aromatyczne przyprawy, para unosząca się z garnka, dźwięk smażenia, mieszamy, kroimy... wiecie już co to za rytm? jeden z moich ulubionych:

      http://www.youtube.com/watch?v=7jgR5zBv8Rc

       

      Madame, Monsieur! Dziś kuchnia pełna ognistego temperamentu. Przed Wami "Spaghetti a la Norma"!

      Jest to sycylijskie danie z bakłażanów, wymyślone dla uczczenia opery "Norma" Vincentego Belliniego. Norma to tytułowa bohaterka tego tragicznego utworu, arcykapłanka, która miała dać sygnał do rozpoczęcia wojny. Pierwszy raz w postać tę wcieliła się Giuditta Pasta, włoska sopranistka dramatyczna, uwielbiana przez publiczność, muza wielu artystów. Trudno powiedzieć, czy twórcę Spaghetti a la Norma zachwycił głos śpiewaczki, czy muzyka Belliniego... Jedno jest pewne: danie to z pewnością nie jest pozbawione emocji, namiętności!

      1 bakłażan kroimy w kostkę, posypujemy solą i zostawiamy na 30 min. 5 pomidorów sparzamy wrzątkiem, obieramy ze skórki i kroimy w kostkę. Na patelni rozgrzewamy 2 łyżki oliwy, wrzucamy dwa posiekane ząbki czosnku. Smażymy, po chwili dodajemy pomidory i garść porwanych liści bazylii. Dusimy ok 15 min. Doprawiamy solą i pieprzem do smaku, odkrywamy, by część wody mogła odparować, a sos zgęstniał. Przygotowany wcześniej bakłażan osuszamy ręcznikiem papierowym i smażymy na patelni natłuszczonej oliwą. Gotujemy al dente makaron spaghetti. Mieszamy go z sosem, przekładamy na półmisek, dodajemy bakłażany i posypujemy startym serem.

      http://www.youtube.com/watch?v=D2y3UOZ5MM4 

      http://www.youtube.com/watch?v=4u6ycs90YIk

      http://www.youtube.com/watch?v=oZ76p-6n7Kc

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 maja 2011 23:48