Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • poniedziałek, 22 kwietnia 2013
    • Kiedy Czesław milczy...

      (Zmotywował mnie komentarz pod ostatnim wpisem. Aż się wyprostowałam na krześle...)

       

      Czesław milczy, kiedy słucha. A okazji ku temu wiele. Słucha, słucha i nie może się nadziwić, że nawet jego przyjaciele tak szybko się zmieniają. Wyjeżdżają, przyjeżdżają, pobierają się lub rozchodzą. Czasem gadają od rzeczy. Od rzeczy do rzeczy i czas mija. Słuchanie to bardzo pochłaniające zajęcie.

       Czesław milczy, kiedy myśli. Wokół zmieniają się nie tylko przyjaciele. W środku zdystansowanego dotąd Czesława zaczynają drgać struny, których wcześniej nie słyszał. I ciągle pyta: skąd to, jak to? Wtedy najtrudniej opowiada się o świecie, który odbija się w nas samych.

       Czesław milczy, kiedy się z czymś zmaga. Czasem trwa to nieznośnie długo.

       Czesław milczy, kiedy pracuje. Wpadł w wir pisania. Tylko chwilami spojrzy przez okno i pomyśli o domku z drewnianą podłogą, bazylią w ogródku i ciepłym kocem na werandzie. I o czesławowej kuchni, i blogu. Rzeczy tych nie da się jednak wydrzeć przyszłości. Trzeba czekać na ich kolej.

       

      Czesław milczy i pyta: dziś?



      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kiedy Czesław milczy...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 22 kwietnia 2013 18:30
  • czwartek, 28 lutego 2013
    • Perspektywa tajemnicy.

      Czytałam dzisiaj artykuł z włoskiej prasy o wpływie abdykacji papieża na włoskie wybory. Czytałam też zestawienie statystyk podróży czy listów. Mimo wszystko bardzo trudno jest mi myśleć o Benedykcie XVI w perspektywie świata. Tym, co mi przeszkadza jest po prostu bardzo osobista wdzięczność.

      Pamiętam Papieża jeszcze z czasów kardynalskich, gdy jako studentka ze zdumieniem czytałam jego katechezę do Ewangelii o rozmnożeniu ryb. Pamiętam późny wieczór w Madrycie na Światowych Dniach Młodzieży, gdy pogodą ducha wszyscy razem próbowaliśmy pokonać niespodziewaną ulewę. Pamiętam też pierwszą, piękną encyklikę o miłości. "Dziedziniec pogan" i wiele więcej.

      Dzisiaj, w środę późnym wieczorem po raz kolejny próbuję uporządkować w głowie myśli o wielkiej tajemnicy, którą jest dla mnie to odejście. Nie wiem, dlaczego, w jaki sposób i jakie to będzie miało konsekwencje. Myślę jednak, że im mniej człowiek rozumie, tym więcej znaczy jego prosta obecność przy drugiej osobie. Dlatego dzisiaj jestem myślami w Watykanie.

       

      Dziękuję, że byłeś właśnie Taki. Cokolwiek myślał sobie świat.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Perspektywa tajemnicy. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 lutego 2013 01:10
  • wtorek, 05 lutego 2013
    • Po co czekać do czwartku... ?

      Zazwyczaj unikam przepisów, które wydają mi się podejrzanie skomplikowane. Jednak karnawał to karnawał a widok tacy pełnej faworków to coś, co naprawdę mnie uszczęśliwia. Założyłam więc dzisiaj piękny kwiecisty fartuszek, zamknęłam za sobą drzwi od kuchni i podjęłam wyzwanie! - w tym roku nowy przepis (wykradziony z babcinego zeszytu, wypróbowany przed chwilą osobiście):

      Faworki

      Z 2 szklanek mąki, 2 jajek, 1 łyżki spirytusu, 4 łyżek kwaśnej śmietany, szczypty soli i łyżki oleju zagniatamy ciasto, dokładnie wyrabiając. Następnie przykrywamy ściereczką, by nie obeschło i odstawiamy na ok. 30 min. Po tym czasie cieniutko rozwałkowujemy i wycinamy rąby mniej więcej 2cmX10cm. Nacinamy w środku, wywijamy jedną stronę przez nacięcie. Smażymy na złoty kolor w garnku lub na patelni z wysokim brzegiem, w której rozgrzewamy 1 kostkę smalcu z 1 szklanką oleju. Układamy na ręczniku papierowym, by odsączyć tłuszcz, gdy odrobinę przestygną, nie żałujemy cukru pudru.  

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 lutego 2013 14:02
  • sobota, 19 stycznia 2013
    • Porozmawiajmy.

      Spacerując powoli, myślę sobie, jak wiele rzeczy chciałabym przyspieszyć w swoim życiu. Słów, gestów, chwil, rozmów. Zakładam oczywiście zuchwale, że nadejdą, dokładnie tak, jak je sobie wyobrażam. W takich momentach czuję się trochę nieswojo, a jednak wyobraźnia pędzi. Same myśli sprawiają, że czuję się bezpieczniej, mniej samotniej. Cała ulica zdaje się ze mną współpracować, puste miejsca czekają, by wyobraźnią zapełnić je według subiektywnych uczuć…

      Czasem tak dużo myślę. Popijam szklankę wody w oknie obserwując jak ostatnie tramwaje wracają z miasta. Pada gruby, piękny śnieg. Rano, już z filiżanką kawy spijam wnioski wniosków, próbując je uporządkować. To trochę jak wiara, że odpowiednie działanie matematyczne ze starannie dobranymi myślami o jakiś sytuacjach, słowach, zachowaniach dadzą ostatecznie wróżbę na przyszłość. Nie wiem, czy to tylko taka kobieca przypadłość. W takich momentach każdy wydaje mi się prostszy, a jego życie bardziej uporządkowane.

       

      Kupowałam ostatnio kalendarz. Przez 45 minut nie mogłam się zdecydować. 365 dni otwierania go i zamykania (przekładania z torebki do letniego koszyka i tak dalej) podniósł go niemalże do rangi bożka. Próbowałam sobie wyobrazić, który z nich najbardziej będzie odpowiadał moim wyobrażeniom nowego czasu. Ponieważ koniec grudnia to także czas moich urodzin, nowy rok to podwójna presja podsumowań. Podsumowań i planów. I tak stałam w kolejce z kalendarzem, kolejne 20 min. Czegoś mi tu brakuje… - sznureczka nie ma, by wiedzieć jaki to tydzień! Nieprawda – najbardziej to mi ostatnio brakuje wolności.

       

       

      Nie myślcie, że chciałabym teraz porzucić presję organizacji. Lubię swoje życie. Czasem jednak łapię się na tym, że dopada mnie jakiś dziwny stwór i zjada od środka. Skręca wszystko i jeszcze bardziej utrudnia. Ten stwór, choć bardzo pracowity i ruchliwy, mówi tylko jedno, co jakiś czas i tonem takim, jakby czytał Dekalog „Musisz nad wszystkim panować, jeśli stracisz kontrolę, będziesz bezbronna”.

      Tak, zdecydowanie boję się być bezbronna. W spiżarce trzymam pomidorowy sos do makaronu na wypadek, gdyby na kolację niespodziewanie wpadli znajomi. Prawie zawsze noszę w torebce karteczki i ołówek na notatki. Utrata danych z poczty e-mail to byłaby tragedia. To wszystko wokół… taka moja twierdza. Jest jednak pewien rodzaj bezbronności, który przychodzi mi szczególnie trudno. To bezbronności wobec człowieka, który staje mi się bliski.

       

       

      Chodzą mi ostatnio po głowie określenie z pewnej polskiej komedii „kobieta bizneswoman- gladiatorka”. Umiejętność opanowania nawet najbardziej rozszalałych emocji. Odwieczna mina stratega. Rzeczowa dyskusja. Weźmy to na zimno… Tak widzę te słowa. I widzę siebie niczym nieporuszoną w towarzystwie tuzina rozmazanych od łez koleżanek na wieczorku ze „Szkołą uczuć”. ( Boże, coraz więcej panów też tak widzę!). Oglądam westerny, bo utwierdzają mnie w poczuciu, że prawdziwy mężczyzna jak powie, to przyjdzie. Lubię konkrety częściej niż „byledoprzodu”. Nawet jeśli to dziś wieczorem oznacza samotność. I jeszcze cenię sobie dystans wobec tych wszystkich przystojnych drani, nieprzemyślanych decyzji, win truskawkowych nad ranem, rzewnego czekania przy telefonie.

       Ale i mnie się ostatnio dostało -coś z tobą nie tak - rzekł przyjaciel.

      - coś się po prostu ostatnio zmienia - odpowiedziałam.

       

      Wyczuwam w sobie tęsknotę za słowami tak prawdziwie wypowiedzianymi, że aż dreszcz przechodzi po plecach.

       

       

      „Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem” (J. Foer). Wpadły mi ostatnio w ręce stare kalendarze i zeszyty z telefonami. I jeszcze niektóre wieczory przy winie czy bez. Szczere wyznania zmęczonych ludzi. Jak wiele z nas ma ręce połamane milczeniem.

       Kiedy wychodzisz naprzeciw drugiego człowieka z całą swoją szczerością, bogactwem uczuć i myśli, najgorszą rzeczą, jaką można usłyszeć wcale nie jest odrzucenie. Najgorszą rzeczą jest brak odpowiedzi. Jesteśmy bezbronni wobec milczenia osób nam bliskich.

       

       

      Nie chcę spać cicho, czule, bez pamięci. Nie chcę Cię szukać tak samo, jak przebieram jabłka na rynku (ostatecznie wybrać zgrabne, niedrogie, obetrzeć z kurzu o koszulkę i zjeść po kawałku). Nie chcę też mówić za dużo. Chciałabym powiedzieć krótko, to co najważniejsze i usłyszeć odpowiedź. Chciałabym móc być na tyle wolną, by pozwolić sobie na bezbronność wobec tego, co zdecydujesz.  A potem tańczyć z zamkniętymi oczami, ale nie tak, jak mi zagrają.

      Trzymanie się tego, co po prostu mija ciężko nazwać szczęściem.

       

       

       

      Zapraszam na profil: 

      http://www.facebook.com/KolacjaZCzeslawemInspiracje

       

      http://www.youtube.com/watch?v=l6PTbSd5ALk

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 19 stycznia 2013 12:20
  • środa, 02 stycznia 2013
    • 2013.

      A w Nowym Roku życzę nam wszystkim...

      Więcej marzeń, mniej lęku

      Więcej szczerych rozmów, mniej niedomówień

      Więcej tańca, mniej zbędnych myśli

      Więcej pachnącej pościeli, mniej zarwanych nocy

      Więcej śmiania się z siebie, mniej cichych dni

      Więcej sukienek, mniej porównań

      Więcej wspólnego gotowania, mniej objadania się w samotności

      Więcej pocałunków, mniej przekleństw

      Więcej wdzięczności, mniej zazdrości

      Więcej miłości!

       

      Bądźcie szczęśliwi!

      http://www.facebook.com/KolacjaZCzeslawemInspiracje

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 02 stycznia 2013 22:30
  • niedziela, 23 grudnia 2012
    • Wszystko, czego potrzebujesz jest za darmo.

      Czas Świąt to dla mnie wiele wspaniałych wspomnień, zapachów, słów i gestów. To widok kobiet krzątających się kuchni i mężczyzn dumnie niosących "wielką" choinkę do domu. Dzieci z buziami wysmarowanymi czekoladą i kota podkradającego jakiś smakołyk ze spiżarki. Szybki krok podczas ostatnich zakupów i parująca z termosu herbatka popijana przy wspólnym strojeniu szopki w kościele. 

      Na tym chyba właśnie polega magia tego czasu - to, co w powszednim dniu nie zawsze może sprawiać nam przyjemność (żmudne przygotowania, łakome dzieci i kot, mróz i pośpiech) w Święta, jeśli choć trochę poddamy się ich mocy, może przemienić się w radosne bycie razem.

       

      Nie wszyscy potrafią się cieszyć w ten cudowny czas. Trudne doświadczenia, a czasem po prostu nasze wewnętrzne nastawienie sprawia, że jesteśmy zupełnie zamknięci. Tak, jak ludzie, którzy w biblijnej przypowieści odsyłali Maryję i Józefa mówiąc „nie mamy już miejsca”. Jakież to znajome – nie mamy już miejsca na radość, bo zbyt dużo smutku w naszej codzienności. Nie mamy miejsca na miłość, bo zbyt wiele zranień w naszym sercu.

       

       

      Pamiętam pewne zajęcia na studiach, podczas których wykładowca ( którego szczerze nie znosiłam) otworzył mi oczy na pewną dość oczywistą, bardzo prostą, ale zupełnie zapomnianą rzecz. Ów profesor mawiał, iż zło samo w sobie nie istnieje. Zło jest po prostu brakiem dobra. Brakiem miłości, przyjaźni, poświęcenia, zaangażowania, zaufania i szczerości. Zupełnym błędem jest więc myśleć, że tak wiele złego jest w naszym życiu, że nie ma w nim już miejsca na piękne, wzruszające chwile. W naszym sercu panuje pustka. Pustka, którą jak wielu chce wierzyć, nie wypełni się udaną intrygą, zazdrością czy nienawiścią.

       

       

       Wielu ma już dość czytania kolejny raz jakiś tkliwych życzeń o Dzieciątku i żłóbku. Słuchania historii o aniołkach z trąbkami i skrzypcami. To prawda, współcześnie z chrześcijaństwa próbuje się zrobić słodką, lukrowaną historię. Maryja na świątecznych kartkach wygląda, jakby właśnie wyszła z salonu piękności, a nie z prowizorycznej porodówki. Józef ma idealnie wyprasowaną szatę, choć za nim długa podróż. Pulchniutki aniołek siedzi na ceglanym daszku groty, wokół której zamiecione skały i troszkę śniegu (leżący właściwie po to, by nie psuć Europejczykom wrażenia, że cała historia świata rozegrała się właśnie u nich). Słowa „Wcielenie”, „Zwiastowanie”, „Zbawienie” brzmią jak odległe filozoficznie slogany, a wiadomo, że filozofia tylko utrudnia życie, więc po co mieszać sobie w głowie… 

       

       

      Tak jest. I cenię sobie ateistów, którzy byli na tyle odważni, by naprawdę nie świętować - no bo właściwie jakie wydarzenie?, nie kupować choinki, prezentów, więcej - nie słuchać radia w tym czasie. Jest ich niewielu, sami przyznacie. Większość mimo wszystko żyje jakby jedną nogą w konsumpcjonizmie, jedną w symbolice religijnej. Wracając jednak do ateistów - cenię ich za brak hipokryzji, a raczej za konsekwencję wyboru. Ta sama jednak konsekwencja przynagla mnie do złożenia Wam typowo chrześcijańskich życzeń...

       

      Z Bożym Narodzeniem jest trochę tak, jak z miłością. Nie możemy jej kupić, wykreować, zorganizować. Możemy ją tylko przyjąć. Otworzyć serce z mniejszą lub większą niepewnością i pozwolić, by się wciąż stawała. Podobnie wiara, że Bóg Jest. Mogłabym Wam tutaj prezentować długie traktaty teologiczne albo z agresją przekonywać, że musicie uwierzyć. Daruję Wam, bo w tym nie byłoby wiary, a jedynie chęć autoprezentacji, jakiś ekshibicjonizm religijny.

      Spotkanie Boga w swoim życiu to szczęście. Moment, który zmienia wszystko, choć tak naprawdę na zewnątrz nic się pozornie nie zmieniło.  

      I takiego Spotkania Wam życzę!

      Na teraz czy na później, bo z Panem Bogiem jak z prawdziwą miłością - może czekać bardzo długo, aż się na nią w końcu odpowie.  

       

      Dużo radości i pokoju!


      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wszystko, czego potrzebujesz jest za darmo. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 grudnia 2012 21:18
  • sobota, 01 grudnia 2012
    • Pełnia życia.

       

      Usiadłam późnym wieczorem na kanapie. Mieszkanie było puste, a na stole stały jeszcze talerzyki po gościach. Gdy wyszli, każdy poszedł w swoją stronę, jednak zdawało się, że wszyscy szukać tego samego...

       

       

      Starsi ludzie często mawiają, że we współczesnym świecie wszystko się poprzestawiało. Noc stała się przedłużeniem dnia, niedziela czasem nadrabiania. Kobiety są bardzo męskie, a mężczyźni …cóż, poza niektórymi jest naprawdę ciężko. Przyjaźń stała się obciążeniem czasowym, a miłość wyścigiem wśród konkurentów. Zgadzam się z nimi. Największą stratą jest jednak to, że ludzi coraz częściej traktujemy jak przedmioty, a przedmioty pomagają nam zapominać o tęsknocie za prawdziwymi relacjami.

       

       

      W zwiastunie filmu „Mój rower” starszy mężczyzna pyta młodego chłopaka: „ładna?” – „ładna.” – „to dlaczego nie zadzwonisz?” – „Bo tak jest prościej…”

      Wielu z nas pragnie pełni życia. Nie wiemy do końca, co właściwie mogłoby to znaczyć, albo wiemy, ale nam się po prostu nie chce. Tak – nie chce! Budujemy mury wokół siebie, a raczej ściany, wieszamy piękne firanki, potem ogródek, ogrodzenie i na zewnątrz zostaje jedynie skrzynka na listy! I czasem tylko częstujemy herbatką na werandzie. Rozumiecie, o czym mówię? Bardzo trudno żyć w pełni, gdy budujemy swój piękny wizerunek, nigdy nie pozwalając poznać się naprawdę.

       

       

      Trochę to tak, jak z jazdą na łyżwach – dopóki się nie odważysz, nie pojedziesz. Boisz się upadku dlatego kurczowo trzymasz czyjąś rękę i delikatnie drepczesz po lodzie. I cóż zrobić? „Nabierz ducha i podnieś głowę”! Puść się po tym, co najbardziej śliskie i pozwól, by rześkie powietrze smagało delikatnie twoje policzki. Gdy za bardzo się rozpędzisz zaufaj, że wpadniesz w czyjeś ramiona. Chcesz wierzyć lub nie, jazda przy barierce uwiera jak za ciasne łyżwy. Ale o tym dowiesz się dopiero gdy nie będziesz chciał się już asekurować.

      (Można całe życie uczyć się jeździć „bezpiecznie” i ze smutkiem patrzeć na wytrawnych łyżwiarzy. A można poobijać trochę tyłek i dać radę. Każdy daję radę, jeśli tylko chce.)

       

       

       

      No dobrze, ja tu pitu-pitu a tutaj grudzień! Gdy dzisiaj kupowałam przyprawy do herbat pan sprzedawca zdradził mi, że w tym miesiącu przypada aż 5 weekendów! Wzięłam więc przypraw na trochę więcej filiżanek, bo – jak mawia mój znajomy, okazje trzeba wykorzystywać, a potencjalne daty końca świata ignorować.

      W tym przedświątecznym czasie nie trudno się zakręcić, zakochać się w przedmiotach a ludzi używać. I chodzić 1. godzinami 2. bezmyślnie wśród półek 3. pełnych świecidełek w rytm ( o ironio!) piosenki „All I want for Christmas is … No właśnie, co ?

       

       

      Zapraszam do odwiedzenia profilu "Czesława" na Facebooku:

      http://www.facebook.com/KolacjaZCzeslawemInspiracje

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Pełnia życia. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 01 grudnia 2012 13:42
  • wtorek, 16 października 2012
    • Jak przetrwać jesień.

      ( Kupiłam nową torbę. Jest zdecydowanie większa, niż poprzednie, choć zdawało się to niemożliwe. Wiem, że temat damskiej torebki to smaczek dla psychologów szowinistów, ale na nich przymykam oko. Moja jest absolutnie piękna! ...No może poza momentem, gdy wypycham ją do granic możliwości szpilkami na zmianę, kasztanami, które zaszły mi drogę w parku i dekoderem do reklamacji, ale to przypadkowy wyjątek.

      Zawsze zastanawiało mnie, gdzie mężczyźni mieszczą te wszystkie rzeczy, które są niezbędne kobiecie do codziennego funkcjonowania. I jeszcze: jak wiele można zgromadzić, by czuć się wreszcie spokojnym i bezpiecznym. )

       

      Lubię czasem przyglądać się sobie samej. A właściwie stanąć emocjonalnie z boku i zapytać: „o co właściwie Ci chodzi?”. Zdarza się, że w tym właśnie momencie problem jest rozwiązany, choć wydawało się to bez szans. Nie mówię tutaj o buddyjskim medytowaniu czy jakichś psychologicznych sztuczkach. Uświadomienie sobie, dlaczego coś robimy, robimy to tak, a nie inaczej, dlaczego się przy czymś upieramy i kiedy denerwujemy, mogą nam pokazać, jak wyjść z przeróżnych sytuacji z twarzą, a raczej bez nadmiernego (i niepotrzebnego) zatapiania się w problemy.

       

       

      Sobota wieczór. Przedstawicielka płci piękniejszej biega rozżalona na trasie między łazienką, szafą a lustrem. Strój zaplanowała już kilka dni wcześniej, makijaż wydawał się piękny, buty nowiutkie, teoretycznie żadnych przeszkód. A jednak spokoju nie ma. W oczach łzy, bo w lustrze jakoś nie za pięknie, włosy „jak zwykle” do niczego itp. itd. Przyjemny wieczór powoli legnie w gruzach. Znamy? Znamy. I uwaga! Wiecie, kiedy w umyśle kobiety pojawia się ta myśl, druzgocąca wszystkie najpiękniejsze sukienki, ulubiony makijaż i piękną fryzurę? Wcale nie wtedy, gdy staje przed lustrem. Potwór pojawia się dokładnie w tym momencie, kiedy przypomina sobie, że na przyjęciu pojawi się jakaś „pseudoserdeczna-wszystkooceniająca koleżanka”, albo ta z pięknie błyszczącymi włosami lub mężczyzna z pytaniami, które udają inteligentne, a tymczasem są tylko aroganckie. Teza pierwsza: problemy przed lustrem rzadko kiedy oznaczają, że wszystkie przygotowania potoczyły się źle. Najczęściej potoczyły się doskonale i według planu. Twoje piękno zostało po prostu przytłoczone przez trzech największych wrogów pewności siebie, które szerzą się w Twojej głowie: porównywanie, nieprawdziwe historie na temat innych i na swój własny temat w Twojej głowie.


       

      Niedziela wieczór. Może być czasem błogiego odpoczynku albo gonitwą myśli za tym, co mogliśmy zrobić w czasie, który minął. Mały, a raczej mniejszy problem, gdy dotyczy to zmarnowanego weekendu. Większy, gdy czujemy się ofermami we własnym życiu. Słyszałam ostatnio od pewnej osoby takie słowa: „Mam już tyle i tyle lat i co? Powinienem być już …, mieć …, umieć …. A tymczasem porażka.” Pora odwrócić myślenie. Porażką jest nie wykorzystać tego, co mamy teraz. Czasu, spotkań, rozmów. Przeszłość buduje przyszłość, ale decydującym momentem jest dokładnie ten, w którym jesteś- robisz krok do przodu, rozwijasz się, stoisz w miejscu i tylko analizujesz przeszłość, zostajesz w niej - to dopiero jest demotywujące, nie sądzicie? Teza druga: bardzo wiele rzeczy, z których nie jesteśmy dumni są skutkiem naszej zgody na nie, tego, że zabrakło nam odwagi albo konsekwencji. Zamiast narzekać poćwicz siłę woli i pozałatwiaj sprawy, które wiszą nad Tobą i nie dają spokoju.


       

      Nie daj się jesiennej chandrze!

      Zamiast znów kupować sobie coś na pocieszenie, naucz się czegoś nowego: nowej potrawy, kilku słówek jakiegoś słonecznego języka ( włoski, hiszpański… ), kroków tańca?

       

      Zamiast opychać się niezdrowym jedzeniem na pocieszenie, (które ostatecznie uczyni Cię jeszcze bardziej nieszczęśliwym), zjedz coś naprawdę pysznego, pachnącego i wyglądającego oszałamiająco.

       

       

      Absolutnie porzuć plany siedzenia przed telewizorem w rozciągniętym dresie i miską chipsów! Ubierz się wystrzałowo i umów, choćby na spacer. Jeśli zostajesz w domu, mimo wszystko nie pozwól, by potwór lenistwa ogarnął Twój wygląd. Zachowuj się względem siebie jak przyjaciel, nie jak wróg! Dbaj o siebie.

       

       

      Posprzątaj! To, co Cię otacza w dużej mierze wpływa na Twój nastrój. Spakuj w pudło wszystkie rzeczy, które nie kojarzą Ci się dobrze. Może warto pomyśleć o zmianie zdjęć w ramkach? Mięciutki koc zamiast spranej kapy na kanapie? Cieplejsze światło żarówek? Ładny obrus zamiast plastikowych podkładek na stole?

      Kup sobie kwiatki, po prostu.

       

       

      Zdarza się tak, że kupujemy drogie perfumy, a zupełnie zapominamy o drobnych zapachach, które otaczają nas codziennie: płyn do płukania ubrań, zapach płynu do naczyń, mydło czy płyn do kąpieli. Wśród nich też znajdź te ulubione.

       

      A może tak zamiast czytania plotkarskiej prasy, która powoduje, że nasze myśli krążą wokół pokręconych historii ludzi, których pewnie nigdy nie spotkamy ( czy to, że są one znane oznacza, że są dla nas ważne i powinniśmy śledzić najdrobniejsze chwile w ich życiu?) obejrzyj jakiś ładny album (moda, sztuka, architektura, kuchnia) – może się okazać, że stanie się on inspiracją dla lepszego stylu, mieszkania, relacji, życia...

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Jak przetrwać jesień. ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 października 2012 23:48
  • niedziela, 30 września 2012
    • Wybacz, lecz "od książąt pobladłych wolę mężczyzn upadłych"

      Tak! Jestem zwolenniczką opinii, że najbardziej pociągającą stroną mężczyzny jest mózg! Mówię to z pełną odpowiedzialnością, a macie do czynienia z obsesyjnym wzrokowcem- estetą.

      (I wcale nie dlatego mózg, że lubię, gdy mężczyźni prowadzą ze mną długie dyskusje z cyklu „im więcej dziur tym mniej sera”. Czasami słowa nie są potrzebne, by powiedzieć coś ważnego. A poza tym wielu mężczyznom milczenie po prostu służy.)

      Dlatego mózg, ponieważ to właśnie nim człowiek widzi, a nie tylko patrzy, dobiera słowa, a nie tylko mówi, przewiduje, a nie tylko idzie przed siebie i czuje, a nie tylko zaspokaja. Ale zacznijmy po kolei.

       

      Jest pewien typ mężczyzn, pewien straszny przypadek, nieuleczalny, od którego uciekam jak najdalej. I nie mam tu wcale na myśli mężczyzn chodzących do solarium, panów od słabych podrywów na „cześć laleczko” czy wiecznych malkontentów, którym „inni robią na złość, a przecież mama mówiła, że są tacy cudowni” (...choć dla nich wszystkich też nie mam absolutnej wyrozumiałości). Największy największy niesmak mam zawsze po rozmowach z mężczyznami, którym wydaje się, że dobre życie, to życie poprawnie ułożone. Buty mają zawsze wypastowane, kwiatki zawsze kupione, nie powiedzą nic przykrego i kochają tak, że całym życiem jesteś! (zapomniałabym: Wszystko, czego potrzebują, to pokój na świecie, dlatego wrogów nie mają, wszystkim schodzą z drogi) No ideał, że tylko na kolanach do Częstochowy w podzięce, że się Tobie trafił! Nie chcę się tutaj wymądrzać jak jakaś napowietrzona feministka, bo i feministką w żadnym calu nie jestem. Ale jak słyszę „nie mogę żyć bez Ciebie, moje życie jest puste bez Ciebie, nadajesz sens moim dniom”, to jak nogi( nie za )długie - uciekam.*

       

       

      Och Panowie, to nie jest mowa przeciw Wam, żeby było jasne! W dniu Waszego święta chciałabym Wam po prostu powiedzieć, że uwielbiam ( i pewnie nie tylko ja) ten Wasz męski świat, tajemniczy i nigdy dla mnie nieodgadniony. Nie wierzcie, gdy kobiety mówią, że chcą być dla Was wszystkim. Większość z nich chciałaby być z kimś, kto ma swoje pasje i nie robi tylko tego, czego oczekują od niego inni.

      Uwielbiam, gdy macie swoje zdanie i nie musi być one zawsze zgodne z moim. Prawdziwość to najlepszy afrodyzjak.

      Uwielbiam, ten moment, gdy zamiast mówić „jakoś to będzie”, bierzecie sprawy w swoje ręce i robicie porządek. To jest siła, która sprawia, że naprawdę czuję się bezpiecznie.

      Wyrzućcie słowa Misiu, Tygrysek… Pantofelek. Kobiety marzą o Wojownikach.



       

       

      *Mężczyzna poprawny to taki, który układa życie tak, by wyglądało na szczęśliwe. Prawdziwy mężczyzna to taki, który jest szczęśliwy, że ułożył życie w zgodzie z sobą i pozwala na to innym ludziom.

      Mężczyzna poprawny, będzie uśmiechał się do wszystkich, a w gruncie rzeczy zazdrościł im, oceniał i porównywał ze swoim. Prawdziwy mężczyzna zawalczy ze swoimi słabościami, by nie zatruwać nimi życia sobie samemu i innym.

      Pan Poprawny powie kobiecie „ach jak cudownie, gdy już będziesz moją żoną i będzie … tutaj cykl JEGO planów na przyszłość ”, a Pan Prawdziwy powie „cieszę się, że jesteś ze mną dzisiaj” weźmie za rękę i pójdzie przez życie wspólną drogą.

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 września 2012 18:20
  • sobota, 01 września 2012
    • Dziś.

      Obchody historycznych wydarzeń, które wspominamy dzisiaj czy świętowaliśmy w sierpniu sprawiają czasem wrażenie, jakby przeszłość była nie z tego świata! Tak wiele w niej patosu, niemożliwości. Ulice ze starych pocztówek zdają się bardziej magiczne, twarze bardziej szlachetne a słowa nie rzucane na wiatr.

      Spotkałam kiedyś powstańca. Przypadkowo usiedliśmy obok siebie w warszawskim tramwaju, zaczęliśmy rozmowę. Było piękne, polskie babie lato. Oczekiwałam od mojego towarzysza sentymentu, tkliwych historii, życia przeszłością. Byłam wręcz zachłanna na takie wspomnienia. Opowiadał życzliwie, jednak po dłuższym zamyśleniu powiedział coś, co uderzyło mnie najmocniej: "Na nic przeszłość, odwaga czy chwała, gdybym dzisiaj wciąż nie liczył się ze swoimi powinnościami, obowiązkami. Przeszłość jest piękna tylko wtedy, jeśli do dziś wystarczyło przyzwoitości". Chciałabym, żeby historia nie była dla nas tylko okazją do świętowania tego, co już za nami, ale uczyła, że każda przyszłość może stać się naszym udziałem. Chwile, które sprawiają wrażenie, jakby były mniej ważne, są najtrudniejszym sprawdzianem przyzwoitości.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 01 września 2012 17:14