Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • sobota, 30 kwietnia 2011
    • W rytm piosenek z magnetofonu :D

      Podobno podnosi nie tylko poziom hormonów szczęścia, ale działa też jak najlepszy afrodyzjak... 

      SŁOŃCE... :)

      Opaleni wyglądamy na zdrowych i wypoczętych.

      Jak dla mnie wystarczająco dużo powodów, by wygrzebać z dna szafy ukochane bikini, założyć słomkowy kapelusz, kolorowe japonki i szybciutko poszukać miejsca do opalania. Cudoooownie.

      Od dzieciństwa lubiłam, gdy wieczorem schodziłam już ze słońca, a chłodny prysznic powodował, że moja skóra wyglądała jak po wizycie w spa. Miałam koleżankę z przedszkola, która podbierała mamie spray z brokatem, aby odkryte ciało pięknie się błyszczało. Obydwie smarowałyśmy się w tajemnicy, zakładałyśmy najbardziej "szałowe" sukienki, by tańcząc w rytm piosenek z magnetofonu urządzić najlepsze dwuosobowe dyskoteki o zmroku.

      Wraz z dorastaniem wieczorne spotkania gromadziły więcej osób, spray z brokatem stał się "legalny", a stroje miały zwracać uwagę wiadomo kogo ;)

      

      Jest taki smak lata, który do zeszłych wakacji był dla mnie dostępny jedynie w szklanych buteleczkach ze sklepu. W zeszłym roku w moim posiadaniu znalazł się turecki przepis na lemoniadę. Banalnie prosty, idealny, olśniewający! Wpisuję go na listę niezbędnych elementów lata! Sami zobaczcie dlaczego...

      Dokładnie myjemy 3 cytryny, sparzamy je i wycieramy ręcznikiem papierowym. Odcinamy końcówki, kroimy, usuwamy wszystkie pestki, miksujemy w blenderze. Do garnka wlewamy 2 litry wody, dodajemy cytryny, 1,5 szklanki cukru i pół łyżeczki mielonego kardamonu. Gotujemy na wolnym ogniu przez ok 20 min. Przecedzamy przez drobne sitko lub gazę. Mocno schładzamy, podajemy z lodem i słonecznym uśmiechem;) Ole!

      http://www.youtube.com/watch?v=3UIojGDIBvI

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „W rytm piosenek z magnetofonu :D”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 30 kwietnia 2011 16:51
  • piątek, 29 kwietnia 2011
    • "Celne słówka zaczynają krążyć..."

      "Po dobrym posiłku ciało i dusza zaznają szczególnej błogości. W sensie fizycznym mózg się odświeża, twarz rozkwita (...). Oko błyszczy(...). W sensie duchowym dowcip się zaostrza, imaginacja rozpala, celne słówka się rodzą i zaczynają krążyć" (Fizjologia smaku A. Brillat-Savarin)

      Już na samą myśl o długim majowym weekendzie czuję się odprężona...

      Nieśpieszne, wieczorne rozmowy przy lampce wina, spacery "przed siebie, ze sobą", radosne pikniki i błogie drzemki w ciągu dnia. Mamy czas........ 

      Zaczęłam od zakupów. Żadnego pośpiechu, żadnych list produktów. Czysta przyjemność niepraktycznej rozrzutności. Dwa fioletowe lampiony ( już sobie wyobrażam ich wygląd wieczorem na dworze - ćmy będą zachwycone:)), czerwony szal w sam raz na letni wiatr i krem o zapachu lawendy. Doskonale...

      Wstąpiłam też do antykwariatu i znalazłam idealną na weekend książkę "Dania z anegdotą" Hanny Szymanderskiej. Lubię książki z antykwariatu! Mają w sobie jakąś tajemnicę poprzedniego właściciela, podkreślone przez niego zdania, pełne czułości dedykacje, notatki na marginesie.

      Całkiem przypadkowo odkryłam również sklep zdumiewający półkami produktów różnych kuchni świata. Jak to dobrze, że właśnie nie dostałam wypłaty, nie wygrałam na loterii, weszłam tam na końcu podróży po sklepach, a sam właściciel nie zamieścił czytnika na karty kredytowe.  Wydałabym zdecydowanie za dużo :)

      Wiosenna energia przewraca do góry nie tylko moją garderobę, ale i kuchnię. Wybaczcie, nigdy nie byłam stała w upodobaniach, a w kuchni zawsze uchodziło mi to na sucho, więc... frywolnie eksperymentuję - składnikami, połączeniami, sposobem podania.

      Dziś proponuję Wam danie idealne na kolację dla dokładnie dwóch osób (+ ewentualnie konik polny jako skrzypek:)) Pięknie pachnie, subtelnie smakuje, a jego przygotowanie nie zajmuje więcej niż 20 min. Ze względu na jego magiczne właściwości wpisałam go do swojego notatnika pod nazwą Kolacja w Weronie... ;)

      W wodzie wraz z kostką bulionową gotujemy al dente makaron tagiatelle (cienkie wstążeczki, bez problemu do kupienia w większych sklepach). Do rondla wlewamy 3 łyżki oliwy, kiedy jeszcze będzie zimna, dodajemy startą skórkę z jednej cytryny i podgrzewamy( nie zapomnijcie jej wcześniej umyć) Gdy poczujemy wspaniały zapach i zauważymy, że zmienia kolor, wlewamy sok z cytryny, mieszamy, dodajemy pół opakowania serka mascarpone (ok 125g). Powoli mieszamy podgrzewając, aż wszystko się połączy. Przyprawiamy solą i pieprzem, dodajemy makaron i posypujemy świeżą bazylią    Mhm......:)

      http://www.youtube.com/watch?v=c74OsE69nLE

      http://w277.wrzuta.pl/audio/5gknF1xLRgm/krzysztof_krawczyk_-_z_daleka_od_trosk

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      piątek, 29 kwietnia 2011 19:14
  • wtorek, 26 kwietnia 2011
    • Poświąteczna rekonwalescencja...

      Poświąteczna rekonwalescencja!

      Przejedzona specjałami świątecznej kuchni polskiej, przesłuchana "dobrymi radami" babć i ciotek, przesiedzona przy stole, który nigdy się nie kończył. dziś rano odetchnęłam.

      Szklanka wody z cytryną, świeża prasa i wizja zbliżającej się majówki działa energetyzująco!

      Chyba nic tak nie demotywuje, jak świąteczne odgrzewki ciągnące się bez końca. Szybkie uprzątnięcie lodówki, bilas zysków i strat, pożegnania bez żalu.

       

      Potrzebuję świeżości: dziś na obiad Zapiekanka z szynki i porów:

      Potrzebne: 7 łyżek masła, 1/2kg białych części pora umytych i pokrojonych paseczki ( uroczo nazywanych przez Francuzów "julienne") 500 g szynki pokrojonej w kostkę, 2 czubate łyżki mąki, 1 łyżeczka ziół prowansalskich, 1 szklanka mleka, 1 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach, obranych i pokrojonych w kostkę, 10 pomidorków koktajlowych przekrojonych na połówki, sól, pieprz, grubo starty oscypek do posypania ( dostępny bez problemu na targach), świeża natka pietruszki.

      Rozgrzewamy na patelni ok 5 łyżek masła, wrzucamy pory, solimy i czekamy, aż będą pięknie błyszczące ( jeśli zauważycie, że pory wciągnęły całe masło, bez zastanowienia dorzućcie jeszcze trochę). Na drugiej patelni rozgrzewamy resztkę masła, podsmażamy szynkę. Oprószamy mąką i zasmażamy (ok 3min). Wlewamy mleko, dodajemy zioła (mleko nie może się zagotować). Dodajemy pory, pomidory i ziemniaki, przyprawiamy do smaku.Przekładamy do żaroodpornej formy i posypujemy oscypkiem. Zapiekamy w temperaturze 180 st., aż ser się ślicznie przyrumieni. Nasza zapiekanka pięknie prezentuje się na białych talerzach! jeszcze szczypta świeżej natki pietruszki i gotowe.

      nakładam sporą porcję i uciekam na taras.. grzech nie wykorzystać takiej pogody!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 kwietnia 2011 12:46
  • czwartek, 21 kwietnia 2011
    • od babci do córki, od córki do wnuczki...

      Zgiełk, ruch, twarze przejęte Świętami. Ileż emocji! Wszystko musi być lśniące, pachnące, czyściutkie, smakowite, kolorowe albo śnieżnobiałe. Tak, piękne są twarze ludzi przejętych świąteczną atmosferą...

      Choć narzekamy na porządki, zmęczenie, stanie w kolejkach itd wszyscy czują już jakąś "inność" tego czasu. Samo przygotowanie staje się rytuałem. I choć kawał pięknej szynki to sprawa najwyższej wagi, wiadomo, że ... najważniejsza jest MIŁOŚĆ, reszta to tylko przystawki ;)

      Wspaniałe jest to, że każdy dom ma swoje świąteczne zwyczaje: listę tradycyjnych obowiązków domowników, zapachy wymykające się z kuchni, jakby mówiące "tak, to już ten wyjątkowy czas" ...

      W moim domu mama zawsze musiała ukrywać przed nami świąteczny pasztet z królika, inaczej nie dotrwałby do Świąt.  Tata pilnował, by do Wielkiego Piątku wszyscy mieli wypastowane buty. Świąteczne zawirowania zawsze przerywał telefon babci polecającej świąteczną audycję w radiu ( której nikt nie słuchał poza babcią z oczywistego braku czasu) Całe zamieszanie kończyło się wieczorem w piątek. Sobota była już prawdziwym Świętem...

       

       

      Jest mnóstwo rzeczy, które kojarzą mi się ze Świętami...

      Odkąd moja mama pokazała mi, co kryje się pod słowem "pasmanteria" z pasją ozdabiam zielone gałązki w wazonie kolorowymi wstążeczkami.

      Uwielbiam też wieczorne porządkowanie i dekorowanie kościoła, jakby w ukryciu, aby całym swym blaskiem przywitał zaskoczonych wiernych następnego ranka...

      Przepisów świątecznych uczę się co roku, w zależności od stopnia ich trudności i mojego doświadczenia w kuchni. Prawie wszystkie funkcjonują w mojej rodzinie od pokoleń, skrupulatnie spisywane i przekazywane od babci do córki, od córki do wnuczki...

      Świąteczna pascha

      Potrzebne: 1 kg sera białego pełnotłustego, 1,5 szkl cukru, 0,5 kg masła, 1 szkl kwaśnej, tłustej śmietany, drobno pokrojone bakalie(smażona skórka pomarańczowa, daktyle, rodzynki, suszone morele, kandyzowane owoce, orzechy) 1 laska wanilii.

      Biały ser mielimy przez maszynkę do mięsa albo przecieramy przez praskę. Wszyskie składniki oprócz wanilii i bakalii miksujemy a gładka masę. Następnie przekładamy ją do lnianego woreczka albo do lnianej ściereczki i zawieszamy na całą noc, aby odciekła. Po tym czasie do masy dodajemy drobno posiekane bakalie i laskę wanilii i przekładamy do szklanej formy. Przybieramy bakaliami lub czekoladą. Wspaniały tradycyjnie świąteczny deser!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 21 kwietnia 2011 21:48
  • poniedziałek, 18 kwietnia 2011
    • Dzień dobry dniu!

      Gwiżdżący czajnik, odgłosy ptaków za oknem, wolno płynąca muzyka w tle...

      Gdyby to ode mnie zależało, w poniedziałek wszyscy zaczynaliby pracę po południu

      Rano mieliby czas porozmawiać przy stole, powoli zjeść śniadanie i bez stresu wejść w nowy tydzień

      Gdyby to ode mnie zależało... :)

      Uwielbiam dłuuugie śniadania. Swoje dzisiejsze zjadłam na świeżo wysprzątanym balkonie. Ciepły koc, kawa, prasa, szybki plan tygodnia w kalendarzu, telefon do przyjaciółki. Upajająca wiosenna cisza... Dzień dobry dniu!

       

      Francuski chlebek ( żeby nie biec rano do piekarni, tylko wykorzystać jeszcze ten z weekendu)

      W miseczce roztrzepujemy 1 jajko, 1/2 szkl mleka, szczyptę soli i cukru. Maczamy kromki chleba z każdej strony i smażymy na masełku, aż się ślicznie zarumienią i będą chrupiące. Podajemy z ulubionymi konfiturami ( zamknięte lato w słoiczku- cudny wynalazek!), białym serem, miodem, miłością ... co kto lubi :)

      Mój sposób na jajecznicę:

      Podsmażam na maśle szynkę pokrojoną w kostkę. Wbijam jajka, szczypta soli. Gdy jajka zaczynają się ścinać, dodaję przekrojone małe pomidorki i świeży szczypiorek ( dopiero teraz, aby zostały świeże, niepodsmażone) Jem prosto z patelni :)

      http://www.youtube.com/watch?v=t7GXXT64KXM

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 kwietnia 2011 09:39
  • sobota, 16 kwietnia 2011
    • "Przynajmniej zrób to z rozkoszą...!"

      Stałam dziś pół godziny w kolejce do piekarni. Zresztą, nie tylko ja... w sumie ok 20 osób. Nikt na nikogo nie krzyczał, nie poganiał, wszyscy grzali sie na wspaniałym słońcu, podzielając szalony entuzjazm na myśl o tym, co miało za chwilę nastąpić... Kupowanie w prawdziwej piekarni to przyjemność kolekcjonerska. Chleb wenecki, włoski, staropolski, ciabbatta, bagietka paryska, bułka rustykalna, razowy na miodzie… zapach, widok drewnianych półek z tymi cudeńkami (do wyboru ponad 40), ożywione dyskusje wokół grahamek. Odprężająca przyjemność. Stała obok mnie pewna urocza, szczupła blondynka. Gdy podeszła do niej znajoma i zażenowana zapytała, co robi, ta z promiennym uśmiechem odpowiedziała: „Robię tu zakupy, Wiesz, jeśli mam zjeść pieczywo i przytyć od niego, to przynajmniej zrobię to z rozkoszą” … Czuję, że mogłybyśmy się zaprzyjaźnić ;)

       

       

      Naprawdę warto wybierać dobre pieczywo, tak by nie było ono tylko konieczną przystawką. Jeśli, uchodzące za kobiety najbardziej dbające o linię, Francuzki jedzą pieczywo, to zawsze najlepszej jakości. I nigdy z margaryną, tylko z prawdziwym masłem. Zamiast zjeść pół bochenka na sztucznych spulchniaczach, zadowolą ich dwie kromki. Bo prawdziwy chleb nieziemsko łagodzi nie tylko apetyt, ale i zmysły…

       

      Mój wybór padł na chleb wenecki. Na przystawkę do niego (sic!) hiszpańska Zupa Torreadora.

      Podsmażam na łyżce oliwy pokrojone w kostkę: dwa plasterki boczku, 4 ząbki czosnku, 1 dużą cebulę, i 1 czerwoną paprykę. Dodaję puszkę pomidorów bez skórki i duszę, aż papryka będzie miękka. Wlewam ugotowany z kostek rosołowych bulion (1 litr) i dodaję 2 łyżki koncentratu pomidorowego. Doprawiam do smaku suszonym oregano, tymiankiem, papryką chilli i cukrem. Odlewam trochę do miseczki, dodaję 3 łyżki śmietany, 3 łyżki mąki i mieszam tak, by nie było grudek. Dodaję do garnka i gotuję na wolnym ogniu.

      Zupę tę lubię jeść, zanurzając w niej kawałki chleba. To przyjemność stojąca u mnie na półce obok letniego wiatru w upalny dzień, pocałunku na powitanie i radosnej salsy w lipcowe wieczory…

      http://www.youtube.com/watch?v=LAjfB0XfjkA

      http://www.youtube.com/watch?v=Dsp_8Lm1eSk

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 16 kwietnia 2011 13:54
  • czwartek, 14 kwietnia 2011
    • Każde z nas w sam raz...

      "Pożegnanie. Kilka kroków, każdy w swoją stronę. Odwrócić się, nie odwrócić, odwrócić, odwrócił się, nie odwrócił, chyba odwrócił… Odwrócone każde z nas w sam raz. Resztki spotkania w ostatnim spojrzeniu."

      Dziś będzie o resztkach. Mam słabość dojadania ostatnich okruszków. Przyjemność trwa, nie myślę jeszcze o tym, że to już koniec…

       

       

      Gromadzę przeróżne "okruszki" odpowiednio do zastosowania: drobne chwile w głowie, końcówki kolorowych wstążek w szufladzie. O ile te wymienione są całkowicie niekłopotliwe, wręcz przydatne w najmniej spodziewanym momencie, resztki pozostawione po gotowaniu, przyjęciu nie zawsze są mile widziane… co z nimi zrobić?

      Mam kilka pomysłów:

      Skórkę z pomarańczy, cytryny możemy kandyzować. Będzie doskonałym dodatkiem do deserów, ciasteczek itp. „Obierki” oczyszczamy z białej warstwy, kroimy w dowolne kształty i wrzucamy do wrzątku na 30 sekund. Wlewamy do garnka wodę i rozpuszczamy w niej cukier w proporcji 1szkl wody – pół szkl cukru. Doprowadzamy do wrzenia, czekamy, aż trochę zgęstnieje, wrzucamy skórki, wszystkie dokładnie zanurzamy, nie mieszamy. Gotujemy na małym ogniu 30 min. Po tym czasie pozostawiamy na kilka godzin w syropie, wyjmujemy, aby wyschły.

      Czasem (rzadko ;) po imprezach zostaje trochę zwietrzałego wina. Wlejcie je do pojemniczków na lód i zamroźcie. Przyda się, gdy będziecie chcieli zrobić wykwintny sos do mięsa na elegancką kolację.

      ... a gdy zostaje nam czerstwy chleb, idziemy karmić kaczki, gołębie lub… robimy pudding amerykański z chlebem i czekoladą!

      Przepis na ok. 500g chleba: kroimy go w kostkę (bok ok. 3cm), wkładamy do wysmarowanego masłem naczynia żaroodpornego, w wolne przestrzenie wkładamy kawałki czekolady (mniej więcej jedną tabliczkę, ok. 100g). Mieszamy w miseczce 250 ml mleka, 2 jajka, 4 łyżki cukru, 5 łyżek śmietany kremówki i 2 kropelki aromatu waniliowego. Zalewamy chlebek i dokładnie go namaczamy ( żadnych łyżek, to nie jest laboratorium, z czułością, rękami każdy kawałek proszę J) Odstawiamy na minimum 20 min, posypujemy wierz cukrem (brązowy, trzcinowy wygląda bajecznie, ale może być biały) i od razu wstawiamy na 50 min do piekarnika nagrzanego do 160 st.C Podobno pudding będzie jeszcze lepszy, gdy po wyjęciu odstawimy go na trochę, ale tego punku nigdy nie udało mi się zrealizować;)

       

      http://www.youtube.com/watch?v=2J7iRQX-PlA&feature=fvst

      http://www.youtube.com/watch?v=dcpr9cvwgxA

       

       

       

       

      "Jeśli miałbyś tylko chwilę, traktowałbyś ją jak godzinę, jeśli miałbyś tylko kromkę, traktowałbyś ją jak wykwintny posiłek, a jeśli miałbyś tylko Miłość…? Kiedy zobaczysz, że masz wszystko?"

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 kwietnia 2011 21:54
  • wtorek, 12 kwietnia 2011
    • myśli poskromione...

      Podobno wszystko, co dobre na świecie jest nielegalne, niezdrowe albo niemoralne...

      Ciekawe! Jednak mało prawdziwe... Jeśli tak by było, po co słowa: "rozmowa", "uśmiech", "taniec". Zmysłowość kojarzyłaby się wówczas tylko z pożądaniem, spontaniczność z niegrzecznymi dziećmi, a każde spojrzenie z interesem.

      Uciekam od takiego świata. Legalnie śpiewam w pustych uliczkach na starówce, objadam się tuczącą czekoladą i bezinteresownie uśmiecham do obcych ludzi ( no dobrze, wyłączmy z tego "bezinteresownego schematu" przystojnych mężczyzn ;)

      Lubię flirtować z życiem. Radośnie, spokojnie bez poczucia, że coś tracę i nastawienia, że koniecznie muszę coś zyskać.

       

      Uwaga, dziś "klasyczna klepsydra" podaje przepis na bananowe muffinki :D Wciągające i niebezpiecznie zmysłowe ( bo cudnie pachną, czarują wyglądem i smakują zatracająco). A!-zapomniałam dodać, że w nadmiarze tuczą. Ale są absolutnie legalne i moralne, daję słowo! :)

      3 dojrzałe banany zmiksujcie z 125 ml oleju, 2 jajkami i 1 szkl. cukru.  Wymieszajcie niecałe 2szkl. mąki, 3 łyżki kakao i 1 łyżeczkę sody oczyszczonej, dodajcie zmiksowaną masę bananową ( spróbowaliście jej? - nie róbcie tego, jeśli chcecie dokończyć ten przepis! ;)) Przygotowaną masę przełóżcie do przygotowanych foremek na ok 15 muffinek. Pieczcie przez 15-20 min w piekarniku nagrzanym do 200stC.

      Uwielbiam muffinki! są niesamowicie łatwe w przygotowaniu, a prezentują się zawsze uroczo, niczym okrąglutkie, gadatliwe, energiczne kobietki...  :D

      http://www.youtube.com/watch?v=QdxyPYVBh5I (dla A.)

      http://www.youtube.com/watch?v=nPLV7lGbmT4 (do tańczenia przy robieniu muffinek ;)

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „myśli poskromione...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 kwietnia 2011 23:46
  • poniedziałek, 11 kwietnia 2011
    • "Bo nawet jeśli trochę pada, to niech pada..."

      Poniedziałki, poniedziałki, poniedziałki...

      Któż z nas nie potrzebuje tego dnia energii?

      Staram się nie rozpaczać nad tym, że weekend się już skończył i sprytnie podejść pierwszy dzień tygodnia :) Nawet londyńska pogoda mnie nie złamie! Zjadłam pyszne śniadanko, pachnący żel pod prysznic też zdziałał cuda. Szybka "święta kawka", ostatnie czekoladki z niedzielnej bombonierki i wiem, że dziś będzie pięknie.

       

      (http://weheartit.com)

      Wpadłam do domu na obiad. Mokre stopy, popołudniowe uczucie znużenia i dwie godziny na wszystko to nie jest komfortowa sytuacja. Ciepłe, energetyczne jedzonko do przygotowania w "trzymiga" - nie zastanawiałam się zbyt długo...

      Spaghetti alla carbonara (podobno wymyślone przez żonę baaardzo głodnego górnika, który wrócił wcześniej z pracy. Bystra kobieta użyła tego, co miała akurat w lodówce, szybko przyrządziła posiłek zapełniając troskliwie brzuszek męża - jak widać kuchnia może mieć zbawienny wpływ także na kryzys w związku;)

      Gotuję al dente makaron w wodzie z kostką rosołową (porcja makaronu na ok 2 osoby). Mieszam w miseczce: 2 żółtka, 6 łyżek śmietany 30% z 4 łyżkami startego żółtego sera. Odcedzam makaron, odlewając do szklanki odrobinę wody z makaronu ( zawiera skrobię ziemniaczaną, która zagęści sos). Garnek od makaronu ponownie rozgrzewam. Brutalnie traktuję surowy boczek ( dwa grubsze plasterki) , tnąc go na małe kawałeczki do garnka. Wysmażam na chrupiąco ( uwielbiam ten moment: odgłosy smażenia, piękny złocisty kolor wytapiającego się tłuszczyku i ten zapach...). Wlewam trochę wody z makaronu, wrzucam ugotowany makaron, wlewam sos z żółtek, śmietany i sera, mieszam, delikatnie podgrzewając ( jednak nie gotując, by żółtka nie zaczęły się zmażyć) Sos robi się wspaniale gęsty ( nie mogę się opanować, już wtedy zaczynam konsumpcję :), dodaję do smaku sól, pieprz i świeżą natkę pietruszki (prawdziwa bomba witaminowa). Mieszam iiiii... objadam się bezkarnie, muszę mieć przecież energię do pracy :D

      Idę zmierzyć się z deszczem i miejski korkami. Zostało mi jeszcze trochę w garnku, w sam raz na nocne podjadanie po powrocie... ;)

      http://www.youtube.com/watch?v=HEr-teiajlA

      http://www.youtube.com/watch?v=pCawHkjAsI8

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 kwietnia 2011 18:54
  • sobota, 09 kwietnia 2011
    • na grzechu warte popołudnie ...

      "Przez żołądek do serca mężczyzny" - doskonały tytuł dla książki kucharskiej! Otwierając pierwsze strony wyobrażałam sobie kuszące potrawy na kolację przy świecach, a tymczasem.... przepisy domowej kuchni polskiej! Szybko do spisu treści: babka śląska, bigos pradziadka Teofila, ruskie pierogi i pasztet domowy. Hmm... czy polską kuchnią można uwieźć mężczyznę? To pytanie pozostawiam mężczyznom. Sama książka skłoniła mnie jednak do innej refleksji: czy Polki zapatrzone w gotujące Włoszki i Francuski nie zatraciły troszkę swojego wspaniałego temperamentu...? A uwierzcie mi, że mam wiele koleżanek o urzekającym sposobie bycia. Nie mówiąc już o ich temperamencie, który zawstydziłby niejedną hiszpańską tancerkę paso doble!

      Jak się domyślacie dziś w mojej kuchni pełnej miłości na stole zaprezentuje się polska, urocza potrawa :) Karierę mogłaby zrobić już samą nazwą : LENIWE. Kluseczki leniwe na leniwe sobotnie chwile... Ze smacznym masełkiem i słodką marchewką... mniam!

      Sam przepis dostałam od pewnej zakonnicy o niezwykle figlarnym usposobieniu :) Mianowicie, wykradła go głównej kucharce zakonu i dała w tajemnicy mnie. Nie mogło być inaczej! Takich leniwych nie jadłam nigdy wcześniej, nigdzie indziej. Jakby to powiedzieć...

      zakonne leniwe warte grzechu ;)

      Gotujemy trzy małe ziemniaki (lub 2 średnie). Przecieramy przez drobne sitko lub mielimy. Dodajemy 250g białego, zmielonego sera, 1 szklankę mąki, 1 jajko, 2 łyżki cukru i szczyptę soli. Wszystko dokładnie mieszamy, wykładamy na posypany mąką blat (ciasto nie będzie się przyklejać) i formujemy długie wężyki (przypominające małe bagietki). Odcinamy pod skosem kawałki ciasta (wiecie jak wyglądają kopytka? - dokładnie ten sam kształt):

      Gotujemy w garnku wodę i wrzucamy po kilka sztuk na gotujący się wrzątek nasze leniwe, mieszamy delikatnie, by się nie sklejały i czekamy, aż wypłyną na powierzchnię. Gdy tak się stanie, jeszcze chwilę gotujemy, wyjmujemy, odsączamy i wrzucamy kolejne. Ugotowane leniwe uwielbiam podsmażyć do przyrumienienia na dobrej jakości maśle. Palce lizać! Doskonałym dodatkiem będzie drobno starta marchewka przyprawiona solą, cukrem, pieprzem, z dodatkiem odrobiny oleju i soku z cytryny ( musi chwilę odstać, by smaki się "przegryzły").

      Moje, nomen omen, leniwe rozleniwiły mnie całkowicie. Wygrzewam się jak kot na słońcu, które nieśmiało wpada przez okno. Mmmmm... idealnie. :)

      (zdjęcie z kalendarza mojej mamy, gdy jeszcze była panną):

       

       

      "Jeżeli chcesz wiedzieć, co ma na myśli kobieta,

      nie słuchaj tego co mówi - patrz na nią." /O. Wilde/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 09 kwietnia 2011 16:29