Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • środa, 30 marca 2011
    • magiczna moc "crepes"

      Naleśniki, naleśniki...

      Mogłabym napisać o nich piosenkę!

      Doskonałe na leniwe śniadanie, szybki obiad, późną kolację

      ( a nawet bezsenność! )

      na ostro, na słodko, wedle upodobania

      Mam nadzieję, że Wy także macie swoją ulubioną wersję?

      Przepisów na naleśniki jest tysiące! Znajdują one zastosowanie tylko w książkach, gdyż każdy kogo spytacie, robi je inaczej. Inne proporcje, sposób i długość smażenia. Brzmi strasznie? Niech Was pozory nie mylą: naleśniki są jak przyjaciel: na początku poznania troszkę nieoswojone, trudne w kontakcie, każde spotkanie wnosi lepsze relacje, by w końcu sprawiać ogromną przyjemność obcowania! Dla mnie naleśniki mają magiczną moc: gdy widzę pięknie rozlewające się po patelni ciasto, które nastepnie zamienia się w przypieczoną, cieniutką niczym koronkowa serwetka powierzchnię, wiem, że nie problemów nie do rozwiązania. Zresztą sami spróbujcie!

      Przepis na "szybkie naleśniki":

      1 jajko, 1/3 szklanki mleka, 1,3 szkl. wody, 1/2 szkl. mąki wymieszajcie dobrze, by nie było grudek w miseczce (ewentualne grudki można rozetrzeć przez sitko). Dobrze nagrzejcie patelnię, delikatnie natłuszczoną masłem (lub olejem). Na średniej wielkości patelnię wylejcie ok pół filiżanki ciasta, wolnym strumieniem na środek, jednocześnie ruszając płynnie patelnią, by ciasto równomiernie się rozprowadziło. Smażcie na średnim ogniu, aż ciasto będzie pięknie przyrumienione z każdej strony.

      Naleśniki Francuskie tzw. Crepes (jadane zazwyczaj na słodko, uwielbiane przez wszystkie małe dzieci, jakie znam :) )

      2 jajka, 1 szkl. mąki, niecała szkl. mleka, łyżeczka cukru pudru, 2 kropelki aromatu pomarańczowego, 2 szczypty soli wymieszajcie w miseczce. Rozpuście łyżkę masła i dodajcie do ciasta, mieszając. Wstawcie do lodówki na 1-2 godz. Po tym czasie ponownie zamieszajcie ciasto, rozgrzejcie patelnię ( bez tłuszczu, gdyż dodaliśmy go już do naleśników), przykręćcie ogień na średni i rozprowadźcie ok 1 chochlę ciasta. Smażcie do przyrumienienia. Naleśniki Francuskie są doskonałe ze śmietaną wymieszaną z odrobina cukru pudru. PYCHA!

      http://www.youtube.com/watch?v=-2zuXfcoqEE

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 30 marca 2011 19:11
  • wtorek, 29 marca 2011
    • pewnie nie wiesz, że ...

      ...wracając do domu po pracowitym dniu, często dopadają mnie myśli, by zjeść coś szybkiego, nieskomplikowanego i najczęściej niezdrowego. Słowem, które jakiś kulinarny diabełek szepcze mi wtedy do ucha jest "fast food"...

      Cóż począć? Od stworzenia świata wiadomo, że silna wola wobec pokusy to nie jest najmocniejsza strona kobiety :) Nic jednak nie przemawia do niej bardziej niż dbanie o siebie! - i to jest właśnie niepodważalny argument, by nie dać się zwieść fast food'om, które nie tylko mają jednakowy, nijaki smak ( najczęściej glutaminianu sodu i ketchupu z konserwantu pomidorowego), ale odbierają nam błogie uczucie towarzyszące smacznemu posiłkowi!

      Jestem w stanie Cię przekonać, że nawet gdy jesteś bardzo zmęczony/a, możesz zrobić poniższy przepis (... i po ciężkim dniu pracy zjeść coś pachnącego, ciepłego i zrobionego z dobrych składników)

       

      Przepis na błyskawiczne ciasto serowe a la pizza

      Nagrzej piekarnik do 180 stC. Nasmaruj masłem naczynie żaroodporne o powierzchni mniej więcej A4 ( najlepiej okrągłe). Wymieszaj w miseczce 1 jajko, 1 szklankę mleka, 3/4 szklanki mąki, 3 garści startego żółtego sera i dwie szczypty soli ( jeśli używasz soli morskiej, zawsze ogranicz się do połowy wskazanej ilości, gdyż jest ona bardziej słona). Mieszaninę wlej do naczynia żaroodpornego i wstaw do nagrzanego piekarnika na ok 30 min. Po tym czasie wystaw na chwilę ciasto, posmaruj ketchupem, posyp suszoną bazylią i oregano, dodaj to, na co akurat masz ochotę ( pepperoni, szynka, warzywa), posyp serem i wstaw z powrotem do piekarnika na ok 5 min.

      *Pamiętacie sos czosnkowy? Możecie go z powodzeniem dodać do Waszej pizzy :)

      Najedzeni (prawdziwym jedzeniem ;), myślami już w domu, możecie teraz oddać się relaksującym zajęciom :)....

      (poniżej Audrey Hepburn w "Śniadaniu u Tiffaniego")

      http://www.youtube.com/watch?v=BOByH_iOn88

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „pewnie nie wiesz, że ...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 marca 2011 19:51
  • poniedziałek, 28 marca 2011
    • wyobraź sobie...

      Nie zawsze warto zostać w kuchni.

      Czasem warto dać się zaprosić.

      Odkryć nowe miejsce, nowe smaki, nowe głosy.

      Adorować chwilę, posiłek, spotkanie...

       

      Dziś nic nie ugotowałam, nic nie wymyśliłam… rozkoszowałam się wiosenną niedzielą.

       

      Nie chcę Was jednak zostawić z niczym!

      Poniżej mój ulubiony fragment świetnej autobiografii Julii Child  ( pierwszej telewizyjnej gwiazdy kuchni, która nigdy nie planowała gotować) z książki „Moje życie we Francji”

      Tekst ten, to fragment listu jej męża Paula ( nota bene zdumionego nową pasją żony) do jego brata. Urzekające!

      Widok Julii przed piecem pełnym gotujących się, smażących i duszących potraw budzi we mnie tę samą fascynację, co obserwowanie muzyka grającego na kotłach w filharmonii (muszę siedzieć i oglądać ją w kuchni – inaczej w ogóle bym jej nie widywał) (…) Wyobraź sobie Julię, w fartuchu z niebieskiego dżinsu, z kuchenną ściereczką z paskiem, łyżką w każdej ręce, miesza jednocześnie w dwóch garnkach. Dzwonki wybrzmiewają niczym sygnały z podium, a para o zapachu czosnku rozchodzi się w powietrzu jak wonny leitmotiv. Drzwiczki piekarnika otwierają się i zatrzaskują tak szybko, że ledwie zauważasz wprawne pchnięcie łyżką, która zanurza w naczyniu i unosi do ust, by zbadać smak, niczym perkusista, który w odpowiednim momencie dwukrotnie uderza w talerze. Stoi w otoczeniu baterii instrumentów, emanując autorytetem i pewnością siebie...

      http://www.youtube.com/watch?v=oow_ZVCAWxo

      Magicznych chwil! ... mamy nowy tydzień :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „wyobraź sobie...”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 marca 2011 00:52
  • sobota, 26 marca 2011
    • śniadanie na zimę, co przyszła jeszcze wiosną....

      Widok za oknem dziś rano to nie było to, czego bym się spodziewała! Przez dłuższą chwilę, siedziałam z kawą na parapecie, jeszcze w piżamie i po prostu nie wierzyłam! Nie, nie, nie.

      Trzeba jakoś rozładować to napięcie spowodowane przez nieproszoną zimę! Pieczemy bułeczki na śniadanie!

      Moje już się pieką, a ja udaję, że NIC SIĘ NIE STAŁO... :)

      Domowe bułeczki

      Potrzebne: mąka, drożdże, mleko, sól i cukier.

      4 szklanki mąki i poł łyżeczki soli wsypujemy do miski. Podgrzewamy 1,5 szklanki mleka i rozpuszczamy w niej pół łyżeczki cukru i 35g drożdży. Dodajemy do mąki. Ciasto wyrabiamy dosyć długo ( tajemnicą ciasta z drożdżami jest jego możliwie długie wyrabianie, tak by stało się gęste i zwrate). Gdy będzie już wyrobione, przykrywamy je ściereczką i odstawiamy na 2 godz. w ciepłe miejsce. Po tym czasie ciasto ugniatamy przez chwilkę, po czym dzielimy na ok 12 kuleczek wielkości mandarynki. Układamy je na blaszcze do pieczenia tak, by się nie stykały. Na każdym robimy nożem krzyżyk, smarujemy odrobiną wody z mlekiem i posypujemy tym, na co akurat mamy ochotę: makiem, sezamem, płatkami owsianymi, serem, przyprawami np. czosnkiem, papryką, ziołami ( pięknie wygląda rozmaryn i kminek ). Przykrywamy ściereczką i pozostawiamy jeszcze na 10-15 min. Piekarnik rozgrzewamy do 190stC ( najlepiej na tzw. termoobieg oznaczany zazwyczaj wiatraczkiem :)). Pieczemy ok 25 min.

       

      Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy

      Obiema rękoma obejmij go

      Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie,
      jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia
      Wyjdź mu naprzeciw

      /P. Bosmans/

       

      ps: widzieliście?! wyszło słońce! :)... a poniżej widzicie już moje świeżutkie bułeczki

      ( i nawet śnieg jakiś przyjaźniejszy... :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „śniadanie na zimę, co przyszła jeszcze wiosną.... ”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 26 marca 2011 10:16
  • piątek, 25 marca 2011
    • słodkie lenistwo w piątkowy wieczór

      Lubię książki! Nie tylko czytanie ich, ale też posiadanie, sam wygląd i zapach tych nowych i baardzo starych.

      Książki kucharskie również obdarzam pewnym rodzajem zachwytu. Nie jest to jednak przywiązanie typowe dla literatury. Jeśli chodzi o książki kucharskie zawsze mam problem z zachowaniem ścisłych proporcji tam zamieszczonych, konkretnej listy składników. Przygotowane pierwszy raz danie z książki jest ciekawe, drugi raz to już dla mnie straszne nudy, staję się niecierpliwa.

      Spotkała mnie jednak niespodzianka! Co więcej pokazała, że są ludzie, którzy naprawdę rozmawiają z książkami jakimś tajemniczym językiem! Przykładem jest tu bez wątpienia moją przyjaciółka Anna. Swoją ukochaną książkę- biografię z przepisami Mireille Guiliano czytałam chyba już z 10 razy, nigdy jednak nie odkryłam prawdziwego skarbu w niej zamieszczonego. To, co dla mnie było mało fascynujące, dla mojej przyjaciółki stało się inspiracją do wspaniałego deseru już po pierwszym kontakcie z książką!

      Uwielbiam rozmawiać z Anną o książkach! I uwielbiam patrzeć, jak robi gruszki w cynamonie z lodami! Jest wtedy taka ... rozkwitająca, pewna siebie, zrelaksowana!

      Ubłagałam ją, by móc Wam zdradzić JEJ przepis! Nie ma bowiem lepszego deseru na wieczorne, piątkowe początki weekendu z wyciągniętymi nogami, świeczkami i odprężającą rozmową/ muzyką/ filmem...

      Gruszki w cynamonie z lodami ( a la Anna pseudonim Karenina)

      Obieramy 4 gruszki, dzielimy na plasterki/ ćwiartki/ kostkę (użyjcie wyobraźni!). Układamy w średnim garnku, dodajemy do niego sok z jednej cytryny (uważajcie, by nie wpadły pestki), 3 łyżki cukru i 1 jedną łyżeczkę cynamonu. Zalewamy 2 łyżkami wody ( można dodać jeszcze 2 łyżki wódki lub białego wina, jeśli akurat macie pod ręką otwartą butelkę ;)

      Mieszamy dokładnie, by wszystkie gruszki były dokładnie oblepione złotą mieszaniną. Gotujemy na wolnym ogniu ok 15 min pod przykryciem i ok 25 min bez przykrywki (czas ten można skrócić, jeśli gruszki są dojrzałe lub miękkie do ok 10 i 20 min)

      Owocami w gorącym syropie prosto z garnka polewamy zmrożone lody, najlepiej waniliowe.

      I oddajemy się słodkiemu lenistwu...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „słodkie lenistwo w piątkowy wieczór”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      piątek, 25 marca 2011 21:55
  • czwartek, 24 marca 2011
    • J. Cezar na kolacji.... Byłby zadowolony?

      Kreatywność. Ważne słowo w kuchni.

      Zawsze przecież można zamówić pizze, ale…. wysilenie się na przygotowania posiłku (dla siebie lub innych) z tego, co mamy akurat w lodówce to zaangażowanie, które na pewno będzie docenione!

      (Mam znajomych, którzy są zachwyceni tym, co potrafią zrobić ich dziewczyny do jedzenia „dosłownie z niczego” )

      Podobnie było z pewnym kucharzem Caesarem Cardinim. Prowadził on prawie sto lat temu słynną restaurację w Tihuanie (Meksyk). Gdy pewnego wieczoru musiał podać kolację dla niespodziewanej liczby gości, zapasy w lodówce nie były imponujące, a czas uciekał… wymyślił Sałatkę Caesar! Jej pierwotny skład do tej pory jest dyskutowany, pewne jest natomiast, iż znajdowała się w niej sałata i pomidory.

       

      Poniżej mój przepis (polska profanacja oryginału??? przyjemna.) na

      sałatkę Caesar

      Dla dwóch osób:

      1 pojedyncza pierś z kurczaka (pokrojona na ładne, podłużne kawałki, wymieszane w miseczce z 2 łyżkami oleju i 1 łyżką przyprawy do kurczaka lub ziołami prowansalskimi, tak wstawione do lodówki na 1 – 4 godz. )

      Mała sałata (Lodowa lub rzymska. Polecam lodową: łatwiej dostępna, bardziej chrupiąca, słodsza w smaku)

      Żółty ser ( najlepszy będzie parmezan)

      Dobre, pachnące pomidory ( ok. 6 koktajlowych lub 2 małe klasyczne)

      1 mała cebula ( pokrojona w cieniutkie plasterki , przelana wrzątkiem, który ją zmiękcza i pozbawia ostrego, dominującego smaku)

      Grzanki ( możemy je przygotować z każdego pieczywa, kroimy je w kosteczkę, równomiernie posypujemy solą, pieprzem i słodką papryką w proszku, mieszamy z odrobiną oleju, pieczemy rozłożone w piekarniku nagrzanym do 180 st. C lub na patelni, tak długo, by odpowiadała nam ich twardość)

      Kawałki kurczaka w przyprawach rozkładamy w naczyniu żaroodpornym, przykrywamy.

      Pieczemy w piecyku ok. 30 min w temp. ok. 180st C ( możemy go też usmażyć). Gdy będzie upieczony, studzimy.

      Sałatę myjemy, rwiemy na kawałki, dodajemy pokrojone pomidory, cebulę, kurczaka, posypujemy startym serem i grzankami. Polewamy sosem np. czosnkowym, którego przepis podałam wcześniej.

      PS. Zadbajcie o staranne ułożenie sałatki na talerzu, aby cieszyła także zmysł wzroku! Sałatkę możecie zapakować do pojemniczka i zabrać ze sobą do pracy/szkoły. Będzie doskonałym substytutem kanapki!

      ps. zacznijcie gotować przy dobrej muzyce - szybko zauważycie efekty! Ja szczególnie lubię:

      http://www.youtube.com/watch?v=VuhusthsUWM

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 marca 2011 20:14
  • środa, 23 marca 2011
    • włoskie uwodzenie...

      Dziś zarządzam wieczór włoski... co Wy na to?

      Mam wrażenie, że nikt lepiej nie potrafi ująć sensu słów la dolce vita niż właśnie Włosi!

      *czy wiecie skąd się wzięła nazwa Włochy? z zazdrości polskich mężczyzn! piękne Polki szybko ulegały urokowi ciemnoskórych, bójnowłosych przybyszów z Italii... to chyba najbardziej rasistowskie określenie z okresu szlacheckiej Rzeczypospolitej... ;)

       

      powiedzmy sobie szczerze: żadna gospodyni/gospodarz nie ma ochoty siedzieć w kuchni nad skomplikowanymi daniami w trakcie imprezy. dlatego jedzenie na przyjęcia musi być łatwe w przygotowaniu, szybkie, zawsze wychodzące, nietrudne do podania i przyjemne w zapachu, smaku i wyglądzie! jeśli Twoja impreza przeniosła się do kuchni, jesteś w połowie drogi do spektakularnego sukcesu.... wszyscy poczuli sie bezpiecznie, a Ty (jako główny żywiciel :)) jesteś w centrum uwagi! spokojnie, bez stresu: zafunduj gościom prawdziwą symfonię zmysłów i zacznij się bawić! show must go on :)

      Przepis na imprezową PASTĘ WŁOSKĄ (najprostszy pod słońcem. o smaku słońca. dla tęskniących za latem)

      *pastę tę powinno się przygotowywać z pomidorów świeżych, jednak w Polsce posiadają one właściwy smak i zapach jedynie przez kilka tygodni w roku, dlatego używam pomidorów z puszki (w kawałkach, bez skórki). są łatwo dostępne... poszukajcie najlepsze i zawsze trzymajcie w zapasie :)

      składniki: (na dwie/trzy osoby)

      makaron (ja najbardziej lubię penne czyli rurki lub farfalle czyli kokardki, ale kształt to jedynie kwestia Waszych upodobań, inwencji twórczej)

      4 łyżki oliwy z oliwek (może być olej, choć oliwa to bardziej włoski smak :))

      2 małe lub 1 duża cebula pokrojona w kostkę

      4 ząbki czosnku pokrojone w kostkę lub przeciśnięte przez praskę

      puszka pomidorów

      starty żółty ser

      cukier, pieprz, papryka słodka, suszona bazylia

      Do dzieła!: rozgrzewamy na patelni oliwę/olej (na kuchence ustawiamy średnią temperaturę) wrzucamy cebulę i czosnek, smażymy, aż cebula będzie lekko miękka, wspaniale błyszcząca. dodajemy pomidory z puszki z całym sokiem, mieszamy. w tym czasie wstawiamy wodę na makaron ( jak mówią Włosi: "niech będzie słona jak Morze Śródziemne! ":)) w tym czasie mieszamy co chwilę pomidory, gdy odparuje z nich w połowie woda dodajemy szczyptę cukru , pieprz, paprykę w proszku i bazylię(wedle uznania). mieszamy dokładnie co jakiś czas, przykręcamy temperaturę. Gotujemy makaron al dente (niedogotowany, wł. "na ząb") lub jak lubimy (jednak wg pewnej Włoszki, al dente "nie idzie tak w biodra", co daje mu pewną przewagę;))

      *jedyną metodą sprawdzenia, czy makaron jest już dobry jest spróbowanie go. nigdy nie wierzcie etykietom!

      jeśli uznamy, że pomidory odpowiadają nam smakowo i wystarczajęco dużo wody z nich odparowało (sos ma konsystencję musu) odlewamy wodę z makaronu, dodajemy pomidory do tego samego garnka ( osadziła się w nim skrobia ziemniaczana z makaronu, co powoduje, że sos będzie gęstszy), wsypujemy troszkę sera, mieszamy i dopiero wyłączamy temperaturę.

      Podaną pastę możemy posypać świeżymi listkami bazyli ( zawsze rwijcie palcami, nigdy nożem).... Coś pięknego!

      ps: otwórzcie drzwi od kuchni! niech wszyscy poczują boski zapach Waszego dzieła :)

      http://solepainting.com/Figurative/Occupations/2.html

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 23 marca 2011 23:55
  • wtorek, 22 marca 2011
    • boskie jedzenie, wspaniali przyjaciele i wyobraźnia

      Nic tak nie odpręża jak muzyka i jedzenie w towarzystwie przyjaciół! ( no i jeszcze parę innych rzeczy, o których ten blog jednak nie jest ;)

      Nigdy nie warto gotować małych porcji - zawsze znajdzie się ktoś ( jestem o tym przekonana ) kto chętnie zje z nami posiłek. Dodając lampkę wina, świetną muzykę i kilka świec (które zawsze łagodzą obyczaje:) ) nie można nie poczuć magii :)

      Nie o tym jednak chciałam dziś pisać!

      Z doświadczenia wiem, jak łatwo już na samym początku zniechęcić się do gotowania. Powodów jest co najmnie kilka:

      *wydaje Ci się, że brak Ci umiejętności

      *jesteś na diecie

      *masz za mało pieniędzy, by gotować wystarczająco wyszukanie

      *jesteś znudzony/a

      Najlepsze wymówki pod słońcem! Nikt nie urodził się z talentem do gotowania, jednak każdy posiada wyobraźnię! Jeśli jesteś na diecie Twoja złudna radość życia prawdopodobnie pojawi się już niedługo i zniknie równie szybko wraz z dodatkowym kilogramem. Nie jestem przeciwniczką diet - sądzę jednak, że ludzie tyją, bo zapychają się jedzeniem, które nie ma smaku i nie potrafią celebrować posiłków. Jeśli chodzi o finanse - uwierzcie mi!- doskonałe jedzenie nie oznacza pustej kieszeni ( sezonowe potrawy, przygotowywanie samodzielne wielu rzeczy znacznie ułatwia sprawę). Znudzenie zawsze było dla mnie związane z obsesją sprzątania w trakcie gotowania. Nie ma nic gorszego niż zmywanie podczas przyrządzania posiłku: zero obserwacji, zero skupienia, zero celebracji powstawania dzieła). Przede wszystkim jednak trzeba być odważnym! Jeśli nie zdobedziesz się na to by zaszaleć w kuchni na pewno wpadniesz w rutynę. Jest ona równie niebezpieczna, co rutyna w miłosnym związku...

       

      Dziś przepis na "miksturę zakochania", której nikt o to nie posądzał! Działa, przetestowane przez kilka niewiast na nieświadomych niczego mężczyznach! :)

      Sos czosnkowy

      a więc: 5 łyżek majonezu + 5 łyżek śmietany (mogą być 2 łyżki mleka), 5 kropli soku z cytryny, 1/2 łyżeczki cukru, troszkę soli i pieprzu, kawałeczek drobno startego i odciśniętego z wody ogórka, szczypta bazyli i oczywiście czosnek! (wedle uznania, 1 mały ząbek wystarczy. jeśli użyjecie świeżego, przeciśniętego przez praskę, gotowy sos musi postać z godzinke w lodówce, jeśli takiego spreparowanego - tylko kilka minut). całość mieszamy dokładnie (w miseczce łyżeczką lub miksujemy :)

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 marca 2011 23:48
  • niedziela, 20 marca 2011