Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • sobota, 24 grudnia 2011
    • Zawsze wtedy.

      Zdumiewa mnie pewien świąteczny fakt, o którym nie wszyscy chcą pamiętać. Święta Bożego Narodzenia to na wskroś religijna uroczystość. Od dwóch tysięcy lat! I nikt się nie oburza, nie protestuje, nie pali kalendarzy. Prawie wszyscy się angażują, kupują prezenty, śpiewają (jeśli nie kolędy, to przynajmniej Michaela: Georga czy Buble'a ;)) Miłość! Jest w każdym z nas, niezależnie od tego, czy wierzymy w jej Źródło. A miłość ma to do siebie, że musi się realizować.

       

      Zastanawialiście się kiedyś, co takiego było w stajence w małej wiosce pod Jerozolimą? Z pewnością nie było tam suto zastawionego stołu, najmodniejszej choinki i wyjątkowo trafionych prezentów. Nie było też starannie dobranych strojów, odpowiedniej muzyki i w ogóle wszystkiego dopiętego na ostatni guzik. Ale było coś, co przebija to wszystko! Nie gardzi, ale właśnie przebija! Była MIŁOŚĆ! Prosta, prawdziwa, szczera, czekająca. Taka miłość, przy której pasterze nie wstydzili się swojej "niewyjściowości", która była tak niezwykła, że wyciągnęła nawet królów z ich wygodnych pałaców i kazała IŚĆ przed siebie. I wierzyć w światło Gwiazdy.

      Życzę Wam, by ta Miłość przepełniła Wasze serca. I byście nieśli ją dalej. Reszta to tylko przystawki :)

       

      Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata i wyciągasz do niego ręce,

      jest Boże Narodzenie.

      Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać, jest Boże Narodzenie.

      Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad, które jak żelazna obręcz uciskają ludzi w ich samotności,

      jest Boże Narodzenie.

      Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego, moralnego i duchowego ubóstwa, jest Boże Narodzenie.

      Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze, jak bardzo znikome są twoje możliwości i jak wielka jest twoja słabość, jest Boże Narodzenie.

      Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg pokochał innych przez ciebie,

      zawsze wtedy jest Boże Narodzenie. 

      /Matka Teresa z Kalkuty/

      (zdj favim)

      http://www.youtube.com/watch?v=SZVCPJLO1K4&feature=related

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 24 grudnia 2011 14:41
  • czwartek, 22 grudnia 2011
    • Serdeczna rozrzutność

      Jak tam Kochani? Sprzątanie, gotowanie, kupowanie prezentów, powrót do domu? Trzymacie jeszcze świąteczne tempo?

      Przestraszyłam się, gdy zobaczyłam datę ostatniego wpisu. Mój grudzień można by porównać do Ferrari! Czerwony, błyskotliwy, cieszący niewypowiedzianie i pędzący z nieokiełznaną prędkością. Wczoraj w pociągu, wracając do rodzinnego domu zrobiłam pewne podsumowanie: w grudniu byłam już na 5 "wigiliach", upiekłam 216 muffinek i 360 pierniczków i 17 razy odwiedziłam sklepy w celu zakupienia prezentów! Szaleństwo. Ale kocham to! :)

      Cieszy mnie niezmiernie ta cieniutka warstwa śniegu! Padające śnieżynki mają na mnie zbawienny wpływ. Zresztą nie tylko na mnie. Zgodnie z moimi znajomymi twierdzimy, iż śnieg powoduje, że bieganina świąteczna trochę zwalnia, siadamy bliżej siebie, a kubek nawet najzwyklejszej herbaty z cytryną czy imbirem na progu jest wspaniałym podarunkiem

       

      Choć nie wiem, ile wysiłku włożylibyśmy w przygotowanie Świąt, nastrój tworzą tylko te prezenty, wypieki i przyjęcia, które czynimy prosto z serca. A że okres Bożego Narodzenia nie sprzyja ascezie, nie zamierzam przejmować się, że z czymś przesadzę i śmiało ruszam za głosem serca.

       

      Bardzo lubię świąteczne rytuały w moim rodzinnym domu. W pewnym sensie są one takie "nasze". Tworzą wzajemną bliskość i ustalają rytm Świąt. Co roku rano w Wigilię wraz moim tatą i siostrami udajemy się do cukierni, by odebrać zamówione ciasta i zatrzymać się na "małe co nieco". Tak było już wówczas, gdy byłyśmy małe. Bardzo praktyczne! Mama miała w domu trochę czasu dla siebie, a my (małe wystrojone dziewczynki z kolędami w głowie i gałązkami jemioły w ręku) byłyśmy zachwycone widokiem biegających z prezentami i choinkami ludźmi na ulicy, no i oczywiście serdeczną rozrzutnością taty! Poruszcie swoją wyobraźnię, a na pewno wymyślicie coś, co sprawi, ze ten czas będzie taki naprawdę "wasz"! Nie skomercjalizowany, ale właśnie "wasz". Mam nadzieję, że wiecie, o co mi chodzi... ;)

      Jeśli chodzi o mnie, postanowiłam w tym roku przygotować małe paczuszki z wypieczonymi pierniczkami, przyczepić do nich karteczki z cytatami, fragmentami Pisma Świętego i pozwolić, by każdy wylosował swoją w wigilijny wieczór. Zdobienie pierniczków to niezła zabawa, choć przyznam się Wam szczerze, że poszukiwanie kolorowych pisaków z lukrem wymagało ode mnie w tym roku nie lada refleksu i myśliwskich zdolności :) A właśnie! Jak tam wasze ciasto do pierniczków, o którym pisałam niedawno? Leży jeszcze grzecznie w lodówce? A więc do dzieła: wyjmujemy, rozwałkowujemy, wycinamy wzorki ( gwiazdeczki, serduszka, choinki, aniołki - im więcej foremek, tym więcej radości!) i pieczemy 10-15 min w piekarniku nagrzanym do 180stC z termoobiegiem. *jeśli chcecie powiesić je na choince, nie zapomnijcie zrobić dziurki.

      Boże Narodzenie w "szklance"

      Czy można przerzucić kartkę dalej, gdy w kucharskiej książce spotykamy napis: "Boże Narodzenie w szklance"? Nie można, a radość potęguje fakt, że to bardzo banalny przepis z oczywistych składników! Jamie Olivier, bo o jego przepis chodzi, postanowił kiedyś nie zmarnować obfitości mandarynek w tym okresie, wycisnął z nich sok, dodał listki mięty, w wersji dla dorosłych wino musujące i podał schłodzony... kto się skusi?

      http://www.youtube.com/watch?v=47hSOAN7SOI

      (Zdjęcia:favim.com)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 22 grudnia 2011 21:53
  • wtorek, 06 grudnia 2011
    • dospotkania, dopowiedzenia, dopocałowania.

      O czym myślicie wychodząc z kina po romantycznej komedii? Hmm.. chyba się domyślam. Prawie wszyscy marzymy, że nasze życie stanie się kiedyś takie… niebanalne. W filmie wszystko wydaje się ciekawsze, barwniejsze, trafniejsze ( no chyba, że trafiliście na film z cyklu Tarantino lub „zabili go i uciekł”:).

      Widzę jednak pewną prawidłowość… każdy film, którego zadaniem jest ogólna poprawa nastroju widza, wprowadzenie go w stan rozmarzenia czy chociaż relaksu, kończy się spotkaniem, a raczej dospotkaniem, dopowiedzeniem, dopocałowaniem. Bohaterowie stawiają kropkę nad i, wychodząc naprzeciw skrywanym uczuciom, niewyznanym słowom i niedokończonym uściskom….

      Otwierają się na ludzi, bez których ich życie nie nadawałoby się na komedię romantyczną.

       

       

      Moim zdaniem jesteśmy w stanie stworzyć tylko taki świat, jaki potrafimy sobie wyobrazić. Jeśli widzicie siebie w roli wiecznie samotnych pochłaniaczy szybkiego jedzenia, szybkich spotkań i krótkich znajomości, wasze życie ( choćbyście wydali na nie majątek) nigdy nie będzie prawdziwe.

      Bo prawdziwe nie jest kino, ale to, co ono mówi: do szczęścia potrzebni nam są inni. Nawet jeśli nie zawsze łatwo nam się otworzyć. I oto tadam! Choć nie jestem wróżką, a tym bardziej reżyserką czy Mikołajem, wiem, jak powiedzieć coś, czego nie potrafimy wyznać, pokazać ten ukrywany skrawek duszy: Ugotujcie coś innym! Albo z nimi! Wyobraźnia i serce, a nie książka kucharska… czy ja nie mówiłam o tym już na początku bloga? ;)

       

      Pierwszym wymyślonym przeze mnie przepisem kulinarnym były muffiny czekoladowe. Dawno to było… Do dziś pozostają niezdradzoną tajemnicą, gotowe by załagodzić smutek lub rozjaśnić pochmurny dzień.

      Na myśli po romantycznych komediach ( a jestem pewna, że każdy je ma!) zróbcie jednak gruszkowo- imbirowe. Imbir ma cudownie kojącą moc, gruszka to dla wielu smak dzieciństwa… czy muszę Was nadal przekonywać, że te małe cudeńka w papierowych sukienkach złamią każdą królową czy króla o lodowym sercu …:)

                                        Muffiny gruszkowo- imbirowe   

      Mieszamy 250 g mąki, 2 łyżeczki proszku do piecz, 230g cukru i 1,5łyżeczki mielonego imbiru. W innej misce łączymy 150 ml jogurty naturalnego, 2 jajka, 125 ml oleju, łyżkę miodu. Wszystkie składniki mieszamy, dodajemy 2 dojrzałe, obrane i pokrojone w kosteczkę gruszki. Pieczemy ok. 20 min w temp 200st C.

       

      http://www.youtube.com/watch?v=V1bFr2SWP1I

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 grudnia 2011 23:40
    • Spadek napięcia

      Widziałam, padał dzisiaj o 6 śnieg w Warszawie!

      Spieszyłam się na roraty, gdy tramwaje stanęły z powodu "spadku napięcia"

      Mądre tramwaje! Życzę Wam wszystkim "spadku napięcia". Zatrzymajcie się dla siebie i dla innych.

      Mój Mikołaj był w tym roku wyjątkowo wrażliwy na moje potrzeby: czekał z kubkiem kawy z cynamonem, ukochaną malinową czekoladą, czymś dla ciała, czymś dla ducha.... :) Przygotował ukochanego Bubla i podrzucił bilety do kina na wieczór ... Dziękuję Mikołaju :)

      Podobno miłość mnoży się, gdy się ją dzieli... Więc szybciutko! Ciepłe buty na nogi, rękawiczki, czapka i ruszajcie, każdy może pomóc Mikołajowi;)

      (fot. http://favim.com/image)

      

      Dzisiaj słucham:):

      http://www.youtube.com/watch?v=lkN5M-nJx6A

      http://www.youtube.com/watch?v=crFQpOCDfEc

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 grudnia 2011 08:09
  • niedziela, 04 grudnia 2011
    • zatrzymaj się. poczuj.

      Nie wiem, czy czujecie podobnie, ale mam wrażenie, jakby cała przyroda zatrzymała się na chwilkę. Stanęła w pośpiechu przygotowań do zimy, w zawirowanym gubieniu liści i …czeka. Na co? Chyba na to co ja i wielu moich znajomych. Czeka, aż za oknem, czy na rozgrzanym policzku, a może na czarnym tle nieba pojawi się jeden biały płatek, potem kolejny, i następny. Jakby iskrzące gwiazdki spadały na ziemię z nieba…

      Jest jakaś magia w oczekiwaniu. Wszystko wokół zdaje się współpracować. Czekanie na dzwonek do drzwi, na ciasto w piekarniku, na widok ukochanej osoby. Zawsze przed Świętami oczekuję Coca-Coli z Mikołajem i tzw. „lodowych czekoladek” importowanych z Niemiec, które pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Czekam, aż ujrzę bliskich i przyjaciół, i na moment, kiedy mandarynki osiągną ten wspaniały zapach. I samo czekanie jest już świętowaniem.

      W tej atmosferze wybrałam się na przejrzenie świątecznej oferty sklepów. Najszybszy ekspres do kawy, krem z błyskawicznym efektem opalania, syntetyczne ciasto z pudełka i inne tajemnicze przedmioty, których działanie ma przyspieszyć nasze i tak zwariowane życie!

      Gdzież tu celebracja życia, emocji, smaku, zapachu i uczuć?!?

      Czymże byłaby randka, bez chwil niepewnego wyczekiwania? Albo poranna kawa bez zapachu rozchodzącego się leniwie po budzącym się domu?

      Ile chwil nam ucieka, gdy biegniemy przez życie bezmyślnie?

      „Zatrzymaj się, to przemijanie ma sens, ma sens, ma sens…”

       

      Kochani, niedziela wieczór to dobry moment by zwolnić. Koniecznie uwolnijcie się od poniedziałkowych myśli!

      Poniższy przepis to cierpliwy zawodnik. Wymaga minimum 2 tygodni, by rozradować nas swoim urokiem. Ale założę się, że warto. Będzie w sam raz na radosne Boże Narodzenie!

       Świąteczne pierniczki

      (Trzeba przygotować ciasto wystarczająco wcześnie, by były aromatyczne i zachwycające)

      Rozpuszczamy w rondlu pół szkl. miodu, pół kostki smalcu, pół masła, i dwie szklanki cukru, studzimy. Dodajemy 3 jajka, 1 kg mąki, 0,5 szkl mleka i 3 łyżeczki sody oczyszczonej i szczyptę soli oraz przyprawy: całą torebeczkę przyprawy do piernika, 3 łyżeczki cynamonu, 1 łyżeczkę gałki muszkatołowej, 2 łyżeczki startych goździków, 1,5 łyżeczki imbiru i 1 kardamonu. Wyrabiamy na gładką masę, zawijamy w folię aluminiową i wkładamy do lodówki. Wyjmiemy dopiero w tygodniu przed Świętami… a gdy przyjdzie czas, wtedy napiszę Wam co dalej – dajmy zadość błogosławionemu oczekiwaniu i wspaniałej niepewności ;)

       

       

      Jeśli chodzi o czekanie, bardzo lubię pewien wiersz Poświatowskiej:

      ja jeszcze ciągle czekam na ciebie
      a ty nie przychodzisz
      a jeśli
      to jesteś przejazdem na dwa dni
      jak ten fizyk z Moskwy w niemodnym kapeluszu
      który uśmiechnął się do mnie
      i zniknął na zakręcie białych szyn
      nie próbowałam go zatrzymać
      wiedziałam przecież
      że to nie ty

      czekam czekam wytrwale
      tak lekko dotykają mnie dni
      moja tęsknota jest tęsknota planet
      zmarzłych tęskniących do słońca
      a ty jesteś słońcem
      które pozwala mi żyć
      jest znowu wieczór
      na dachach leży śnieg
      wąskie wieże kościołów nakłuwają niebo
      i dni tak lekko biegną nie wiadomo gdzie

       

      http://www.youtube.com/watch?v=FQh2iztbwas

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2011 21:14