Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • sobota, 19 stycznia 2013
    • Porozmawiajmy.

      Spacerując powoli, myślę sobie, jak wiele rzeczy chciałabym przyspieszyć w swoim życiu. Słów, gestów, chwil, rozmów. Zakładam oczywiście zuchwale, że nadejdą, dokładnie tak, jak je sobie wyobrażam. W takich momentach czuję się trochę nieswojo, a jednak wyobraźnia pędzi. Same myśli sprawiają, że czuję się bezpieczniej, mniej samotniej. Cała ulica zdaje się ze mną współpracować, puste miejsca czekają, by wyobraźnią zapełnić je według subiektywnych uczuć…

      Czasem tak dużo myślę. Popijam szklankę wody w oknie obserwując jak ostatnie tramwaje wracają z miasta. Pada gruby, piękny śnieg. Rano, już z filiżanką kawy spijam wnioski wniosków, próbując je uporządkować. To trochę jak wiara, że odpowiednie działanie matematyczne ze starannie dobranymi myślami o jakiś sytuacjach, słowach, zachowaniach dadzą ostatecznie wróżbę na przyszłość. Nie wiem, czy to tylko taka kobieca przypadłość. W takich momentach każdy wydaje mi się prostszy, a jego życie bardziej uporządkowane.

       

      Kupowałam ostatnio kalendarz. Przez 45 minut nie mogłam się zdecydować. 365 dni otwierania go i zamykania (przekładania z torebki do letniego koszyka i tak dalej) podniósł go niemalże do rangi bożka. Próbowałam sobie wyobrazić, który z nich najbardziej będzie odpowiadał moim wyobrażeniom nowego czasu. Ponieważ koniec grudnia to także czas moich urodzin, nowy rok to podwójna presja podsumowań. Podsumowań i planów. I tak stałam w kolejce z kalendarzem, kolejne 20 min. Czegoś mi tu brakuje… - sznureczka nie ma, by wiedzieć jaki to tydzień! Nieprawda – najbardziej to mi ostatnio brakuje wolności.

       

       

      Nie myślcie, że chciałabym teraz porzucić presję organizacji. Lubię swoje życie. Czasem jednak łapię się na tym, że dopada mnie jakiś dziwny stwór i zjada od środka. Skręca wszystko i jeszcze bardziej utrudnia. Ten stwór, choć bardzo pracowity i ruchliwy, mówi tylko jedno, co jakiś czas i tonem takim, jakby czytał Dekalog „Musisz nad wszystkim panować, jeśli stracisz kontrolę, będziesz bezbronna”.

      Tak, zdecydowanie boję się być bezbronna. W spiżarce trzymam pomidorowy sos do makaronu na wypadek, gdyby na kolację niespodziewanie wpadli znajomi. Prawie zawsze noszę w torebce karteczki i ołówek na notatki. Utrata danych z poczty e-mail to byłaby tragedia. To wszystko wokół… taka moja twierdza. Jest jednak pewien rodzaj bezbronności, który przychodzi mi szczególnie trudno. To bezbronności wobec człowieka, który staje mi się bliski.

       

       

      Chodzą mi ostatnio po głowie określenie z pewnej polskiej komedii „kobieta bizneswoman- gladiatorka”. Umiejętność opanowania nawet najbardziej rozszalałych emocji. Odwieczna mina stratega. Rzeczowa dyskusja. Weźmy to na zimno… Tak widzę te słowa. I widzę siebie niczym nieporuszoną w towarzystwie tuzina rozmazanych od łez koleżanek na wieczorku ze „Szkołą uczuć”. ( Boże, coraz więcej panów też tak widzę!). Oglądam westerny, bo utwierdzają mnie w poczuciu, że prawdziwy mężczyzna jak powie, to przyjdzie. Lubię konkrety częściej niż „byledoprzodu”. Nawet jeśli to dziś wieczorem oznacza samotność. I jeszcze cenię sobie dystans wobec tych wszystkich przystojnych drani, nieprzemyślanych decyzji, win truskawkowych nad ranem, rzewnego czekania przy telefonie.

       Ale i mnie się ostatnio dostało -coś z tobą nie tak - rzekł przyjaciel.

      - coś się po prostu ostatnio zmienia - odpowiedziałam.

       

      Wyczuwam w sobie tęsknotę za słowami tak prawdziwie wypowiedzianymi, że aż dreszcz przechodzi po plecach.

       

       

      „Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem” (J. Foer). Wpadły mi ostatnio w ręce stare kalendarze i zeszyty z telefonami. I jeszcze niektóre wieczory przy winie czy bez. Szczere wyznania zmęczonych ludzi. Jak wiele z nas ma ręce połamane milczeniem.

       Kiedy wychodzisz naprzeciw drugiego człowieka z całą swoją szczerością, bogactwem uczuć i myśli, najgorszą rzeczą, jaką można usłyszeć wcale nie jest odrzucenie. Najgorszą rzeczą jest brak odpowiedzi. Jesteśmy bezbronni wobec milczenia osób nam bliskich.

       

       

      Nie chcę spać cicho, czule, bez pamięci. Nie chcę Cię szukać tak samo, jak przebieram jabłka na rynku (ostatecznie wybrać zgrabne, niedrogie, obetrzeć z kurzu o koszulkę i zjeść po kawałku). Nie chcę też mówić za dużo. Chciałabym powiedzieć krótko, to co najważniejsze i usłyszeć odpowiedź. Chciałabym móc być na tyle wolną, by pozwolić sobie na bezbronność wobec tego, co zdecydujesz.  A potem tańczyć z zamkniętymi oczami, ale nie tak, jak mi zagrają.

      Trzymanie się tego, co po prostu mija ciężko nazwać szczęściem.

       

       

       

      Zapraszam na profil: 

      http://www.facebook.com/KolacjaZCzeslawemInspiracje

       

      http://www.youtube.com/watch?v=l6PTbSd5ALk

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 19 stycznia 2013 12:20
  • środa, 02 stycznia 2013
    • 2013.

      A w Nowym Roku życzę nam wszystkim...

      Więcej marzeń, mniej lęku

      Więcej szczerych rozmów, mniej niedomówień

      Więcej tańca, mniej zbędnych myśli

      Więcej pachnącej pościeli, mniej zarwanych nocy

      Więcej śmiania się z siebie, mniej cichych dni

      Więcej sukienek, mniej porównań

      Więcej wspólnego gotowania, mniej objadania się w samotności

      Więcej pocałunków, mniej przekleństw

      Więcej wdzięczności, mniej zazdrości

      Więcej miłości!

       

      Bądźcie szczęśliwi!

      http://www.facebook.com/KolacjaZCzeslawemInspiracje

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      środa, 02 stycznia 2013 22:30