Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpisy

  • wtorek, 31 stycznia 2012
    • A gdy przygasa w piecu...

      Mroźny, słoneczny poranek. Wracam szybkim marszem. Po drodze ludzie zamyśleni, zapracowani, niewyspani. „Nie jest łatwo”, myślę, gdy ich mijam, wkładając jeszcze mocniej nos między włóczkę szalika. W domu przy rozkosznie ciepłym śniadanku oglądam widokówkę z Watykanu. „Italia, mi Amore”, ludzie pełni emocji i temperamentu jak wybuchająca Etna. Skrajnie namiętni, wybuchowi, szczęśliwi, pożądający, leniuchujący. Jak pięknie byłoby żyć w kraju bazylii i pomidorów, ale przede wszystkim spontanicznych uśmiechów i serdecznych powitań nawet wśród nieznajomych … takie "miejsce nieskrywanych emocji".

       

      Była jeszcze jesień, kiedy przechodząc przez pasy dla pieszych usłyszałam klakson. Tym głośniejszy, przy małej uliczce. Szłam dalej, kolejny klakson, a przez szybę machający pan. Wyłączyłam na MP3 muzykę, która mimo woli przywoływała skrywany uśmiech. Sprawdziłam, światło miałam zielone, a i za sobą nic nie zgubiłam. Wokół nie było nikogo…wszystkie opcje zawiodły - wiec to do mnie! Być może nie poznałam jakiegoś znajomego, pomyślałam i podeszłam do samochodu…

       

       „Co się stało, proszę Pana?” pytam nieznajomego, troszkę już zdenerwowana. „Dzień dobry!” uśmiechnął się. „Dzień dobry, co się stało?”- „zupełnie nic, pomyślałem, że przywitam się z uśmiechniętą dziewczyną, wyglądała Pani na zadowoloną…” Byłam rozbrojona. Tak, rozbrojona. Wszelkie powiedzonka na "tego typu sytuacje" stały się niestosowne. Nie było w tym nic z narzucania się, zaczepiania. Szczerość. Ten pan nie pomyślał, że się uśmiechnie. Zrobił to. Zawstydzająca szczerość. Marząc o włoskich podrywaczach, wystraszyłam się życzliwego staruszka…

       

      Zdarza się chyba każdemu marzyć o miejscach, które zmieniłyby nasze życie. Jednak tak naprawdę, to nie przedmioty nas zmieniają. Nie mówię o estetycznym zadowoleniu. Mówię o tej lekkości serca. Słowa, gesty, spojrzenia, uczucia… Łatwiej dzisiaj pokonać syberyjski mróz, niż wykrzesać uśmiech do nieznajomego. Łatwiej płakać w kinie, niż w ramionach ukochanej osoby. Wiecie, co robiła moja prababcia, gdy przygasało jej w starym żeliwnym piecu? Otwierała drzwi. Ogień buchał z siłą podobną, do mojego uznania dla jej doświadczenia. A ona uśmiechała się i mówiła: „ Ty też tak potrafisz, tylko jeszcze tego nie odkryłaś”.

       

      Nie ma ludzi złych, są tylko niekochani. Nie jesteśmy wstanie poznać historii każdej smutnej osoby na naszej drodze. Nie jesteśmy w stanie pokochać wszystkich samotnych. Można jednak otworzyć drzwiczki od pieca. Prosty, bezinteresowny uśmiech przemienia niejedno „złośliwe/uparte/nieznośnie/niewyrozumiałe/wyniosłe” serce. Mam na to tysiące historii za dowód.

       

       Marząc jeszcze o toskańskim słońcu, przypominam sobie pewną staruszkę. Znam ją jedynie z widzenia, nie wiem, czy mieszkamy daleko od siebie, jak ma na imię. Jej uśmiech, gdy spotykam ją po drodze powoduje, że jeszcze wsiadając do tramwaju uśmiecham się w środku. A może nie w środku, bo często ktoś przez dłuższą chwilę patrzy na mnie ze zdziwieniem, a potem też się uśmiecha… Ach te zatłoczone poranne miasta. Jedne drzwi się zamykają, inne otwierają, i następne, znów otwarte. Nawet w styczniu zdarzają się przeciągi ;)

       

       

      Jeśli na myśl o bezinteresownym uśmiechaniu się do nieznajomych robi Wam się słabo i zastanawiacie się „co ludzie powiedzą” to chyba pora zrobić coś z tą przenikliwą zimą. Trzeba napalić w waszym „piecu”. Jest mnóstwo sposobów, jak to zrobić i wierzę, że macie obok kogoś, kto się na „tym”, a raczej „na was” zna :) Metod nieskończenie wiele, ale to w końcu blog kulinarny, więc porozmawiajmy o rozgrzewających potrawach :)

      Jak mawia mój znajomy "nawet chłodnik może rozgrzewać, gdy przyrządza go piękna kobieta ":)  Piękno pięknem, zawsze warto mieć w zanadrzu kilka rozgrzewających składników;) U mnie na pierwszym miejscu stoi ostry, pozornie szorstki imbir. Za nim rozgrzewająca już samym kolorem kurkuma. Mamy ognistą parę nr 1. W tym karnawale balują ze znajomymi w klubie "kuchnia indyjska". Tam szukajcie Waszych inspiracji ;)

      Rozgrzewająca zupa z imbirem, chili i brokułami.

      Gotujemy wywar rosołowy ok. 0,5l ( z mięsa będzie jeszcze zdrowszy, ale zdecydowanie szybciej ugotować taki z kostki rosołowej - wybór należy do Was) W oddzielnym garnku rozgrzewamy trochę oliwy, podsmażamy 1 pokrojoną w kosteczkę marchewkę, posiekaną cebulę, brokuł podzielony na różyczki, 2 łyżki startego imbiru, pół małej papryczki chili (oczyszczonej z pestek i pokrojonej w krążki), ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę. Wlewamy rosół i gotujemy ok. 20 min. Odlewamy odrobinę zupy do miseczki, dodajemy 2 łyżki śmietany i 2 łyżki mleczka kokosowego ( nie robimy tego w całym garnku, by śmietana się nie zwarzyła). Wlewamy z powrotem do garnka. Doprawiamy do smaku solą, pieprzem i kurkumą. Mieszamy. Doprowadzamy do wrzenia. Odstawiamy, by smaki i zapachy pięknie się połączyły, zgrały. Ponownie podgrzewamy przed podaniem.

      http://www.youtube.com/watch?v=crFQpOCDfEc

      *Na styczniowe wieczory polecam Wam płytę Diany Krall "Quiet nights" piękna, wyciszająca.

       

       

       

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      wtorek, 31 stycznia 2012 01:03
  • niedziela, 22 stycznia 2012
    • Herbaciane nonsensy

       

      Już wieczorna godzina

      zeskakuje z komina,

      zaraz lampę słoneczną punktualny zgasi wiatr

      i na ściany popatrzysz,

      wszędzie chiński teatrzyk,

      w roli głównej – kochany twój cień.

       

      Dwa fotele – dziadygi

      obgadują na migi

      księżycowy śmiejący się pysk.

      Mały czajnik pękaty

      nagotuje herbaty,

      herbaciane bulgocąc nonsensy

       

      kot się łasi jak głupi,

      pewnie znowu się upił,

      może śnił mu się dziś dobry sen.

      A bohomaz na ścianie –

      jakiś pan i dwie panie –

      dziś wygląda jak stary van Gogh.

       

      Lecz poszedłeś o dziesiątej,

      Nagle zbrzydły wszystkie kąty,

      a ten czajnik z herbatą ma po prostu krzywy garb.

      Kot jest głupi jak cielę

      i dziurawe fotele,

      a ten obraz malował Gierasik…

       

      No, a w chińskim teatrze

      nie ma na co popatrzeć,

      główniej roli już nie ma kto grać…

      Może gadam od rzeczy,

      lecz cóż warte są rzeczy,

      kiedy rzeczom tym ciebie jest brak?

      /A. Osiecka/


       

      Zaparzyłam Earl Grey'a z płatkami jaśminu (jaśmin trzymam w ozdobnym szklanym słoiczku, przypomina mi długie letnie spacery i …:) Jestem strasznie sentymentalna, dlatego uwielbiam herbatę - tak między nami, szczerze wierzę, że ma magiczne właściwości. Pasuje do śniegu, do książek, do wierszy, do miłości, do tęsknoty, do smutku, do radości, do przyjaźni, rano, wieczorem, w niedzielę szczególnie. Cudowny napar przywołujący wspomnienia miejsc, wydarzeń, osób... - najpiękniejsza rzecz, jaką może dać nam kuchnia…


       

      Herbata na zimowe wieczory:

      Wrzucamy do dzbanuszka  listki czarnej herbaty, zgniecione ziarenko kardamonu, korę cynamonu i 3 suszone listki mięty. Zalewamy wrzątkiem. Wąchamy, wąchamy, wąchamy… ( łagodniejemy, łagodniejemy, łagodniejemy… mówiłam- magia! ;) Parzymy 3 minuty.

       

      http://www.youtube.com/watch?v=lbSOLBMUvIE&ob=av2n (uwielbiam ten głos…)

      http://www.youtube.com/watch?v=y9Zczm7wSzI (… i ten…)

      http://www.youtube.com/watch?v=fTtgVSxfr5M  (… i te słowa. )

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      niedziela, 22 stycznia 2012 17:35
  • sobota, 21 stycznia 2012
    • Żyj luksusowo. (Codziennie!)

      Uwielbiam filiżanki! Jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie przed kupieniem nowej jest miejsce w kuchni, a właściwie jego brak :) Mam przyjaciółkę, która pije z filiżanek, by się, jak mówi „ukulturalnić”. Faktycznie, filiżanki mają w sobie coś eleganckiego, bez względu na to, co się w nich podaje, zapowiadają wyjątkową chwilę.

      Pisałam Wam już o tym, że nie warto się spieszyć, że warto szukać swojego stylu. Dziś chcę Was przekonać, że zupełnie bez sensu jest rezerwować luksus na „wyjątkowe okazje”. I że można żyć luksusowo… codziennie.

       

      Kocham luksus. A luksus polega nie na bogactwie i ornamentach, ale na braku wulgarności. Wulgarność to najbrzydsze słowo w naszym języku.

      /Coco Chanel/

       

      Wulgarność… hmmm barbarzyńskie słowo. A co byście mu przeciwstawili? Naturalność, prostotę, nieskrępowaną radość, delikatność? Ot i cały luksus. Zgadzam się z Coco w 100 procentach.

      Myślę, że luksus zaczyna się od naszego wnętrza. Wiadomo, charaktery to dyskusyjna sprawa, a i ja nie jestem aniołem ;) Uważam jednak za zgubne zupełne ignorowanie siebie w imię uniknięcia „egoizmu”. Czym innym jest egoizm, a czym innym przyjaźń z samym sobą. Zawsze zachwyca mnie chrześcijańskie przykazanie: „Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”. Nie będziemy w stanie kochać innych, gdy nie będziemy w zgodzie sami ze sobą. Nie stworzymy pięknego świata wokół siebie, gdy nie będziemy wiedzieli, co nam w duszy gra.

      Macie ten nawyk czytania każdej gazety, która wpadnie wam w ręce? Albo przeglądania wszystkich możliwych stron w Internecie? Włączania przypadkowej stacji w radiu, której koszmarna muzyka ma stanowić tło dla naszych myśli. Doskonale wiem, o czym mówię, sama przez to przechodziłam...

      Zmysły to taka brama naszej duszy. Przez nie odbieramy świat, one kształtują nasze emocje, samopoczucie. I naprawdę nie warto ich bagatelizować. To przez zmysły poznajemy samych siebie. Pamiętacie historię z raju? Kiedy Adam poznał, że jest człowiekiem? Kimś zupełnie wyjątkowym? Wtedy, kiedy przyjrzał się światu. Nazwał zwierzęta i zobaczył, że jest inny niż one. A wiecie, co było potem? Poznał Ewę! Piękna historia…


      Wniosek nasuwa się sam! Jeśli chcesz poznać siebie, nie kupuj książek pt „Poznaj swoją osobowość”, „Odkryj siebie” i takie tam. Są ich całe regały! Poszukaj jakiegoś pisarza, poety, którego teksty wpływają na twoją wrażliwość, sprawiają, że odkładasz książkę i zastanawiasz się nad światem. Trzeba być wytrwałym, mam jednak nadzieję, że macie o sobie wystarczająco dobre mniemanie, by nie starać się poznać siebie na podstawie jednej książki do przeczytania w weekend? ;)

      Gdy zaczniemy się zastanawiać na tym całym światowym "luksusem”, może się okazać, że zupełnie różni się od tego, co naprawdę sprawia nam przyjemność. Dla mnie luksus, to sytuacja, kiedy mogę powiedzieć i zrobić to, co naprawdę myślę. I cała reszta życiowych rytuałów, które staram się celebrować: spacer brzegiem Bałtyku, własnoręcznie upieczony chleb, zapach świeżej pościeli… Luksus to stan umysłu, a nie konta w banku.

       

      Można zjeść kanapkę z serem i być najedzonym. Ale można zjeść kanapkę z serem i być zachwyconym! Upiększajcie swoje życie poprzez proste zmiany.

      Mozzarella in carozza

      Kromki chleba smarujemy masłem. Kładziemy plasterki mozzarelli, składamy dwie kromki. Opruszamy lekko mąką. Rozkłócimy 2 jajka z łyżką wody gazowanej, szczyptą soli i pieprzu. Na patelni mocno rozgrzewamy oliwę. Przygotowane kanapki obtaczamy w jajku i smażymy na złoty kolor. Do środka kanapki możecie dodać ulubione zioła np. bazylię, oregano,  pomidora, oliwki itp. itd.

      Warto tam zajrzeć: http://www.stereomood.com/

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      sobota, 21 stycznia 2012 14:32
  • piątek, 13 stycznia 2012
    • Nie warto tego czytać...

      Wracałam wczoraj późnym wieczorem do domu. Weszłam do sklepu. Mnóstwo ludzi, 1/3 z papierowym kubkiem kawy ( nic dziwnego, gdyby - na Boga! - nie było po 22), inni robili zakupy na szybką kolację, jeszcze inni ustalali coś przez telefon. Wieczór, a oni nadal byli głową w pracy, a ciałem w sklepie.  Uciekłam przed tą miejską bieganiną w ustronną uliczkę starszej części miasta. Choć padał deszcz, wybrałam dłuższą drogę. Miałam czas…


      Mam czasem wrażenie, jakby filozofią współczesnego świata stał się pośpiech. Uwielbiamy ustalać terminy i stresować się, gdyż prawie zawsze wymykają nam się spod kontroli. Uwielbiamy wszystko, co szybkie i bezproblemowe. W rozmowach posługujemy się hasłami, w relacjach portalami społecznościowymi, a nasze myśli ściśle kontroluje grafik. Napoje energetyzujące, męczarnia w siłowni i tabletki na wszystko: sen, energię, wzrost formy, uspokojenie, oczyszczenie organizmu i bomba witaminowa… szaleństwo, nie sądzicie?

      Zupełnie tak, jakby nasze potrzeby stały się naszym wrogiem. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego czasem włączamy bezwiednie radio, albo siedzimy przed telewizorem, nie myśląc nad tym, co oglądamy? Te niewinne urządzonka pomagają nam zapełnić potrzebę usłyszenia ludzkiego głosu, potrzebę czyjejś obecności. Współczesna filozofia życia znajdzie niestety na wszystko zamiennik, byle by tylko pokonać czas, konieczność zaangażowania, otwarcia się na innych.

      Mamy weekend. Dwa dni, 48 h, prawie 3000 min. Mnóstwo czasu! Zadziwiające, że większość z nas w ogóle nie zdąży odpocząć. I wcale nie dlatego, że nie chcieli, czy nie mogli. Tylko dlatego, że zapomnieli już, że odpocząć, nie oznacza „zrobić wszystko na poniedziałek”, albo, co gorsza, spełnić jakąś „listę zaplanowanych rozrywek”: kino, lodowisko, shopping, kawa z przyjaciółkami, wizyta u rodziców, telefon do znajomej, dwie książki do przeczytania, film na dvd, nowy przepis do wypróbowania … nawet przyjemności mogą być męczące.

      Zastanówcie się, czego Wam naprawdę brakuje i niczego nie planujcie! Zróbcie wcześniej zakupy, odpiszcie na wszystkie maile, sprzątnijcie i obudźcie się w sobotę rano i nie myślcie o tym, co trzeba/wypada/ należy. Na litość boską, wyluzujcie. Świat się nie zawali;) A jeśli wykręcacie się, że nie możecie sobie na to pozwolić itp. itd., może nie warto czytać tego bloga, tylko poświęcić, choć pół godzinki na prawdziwie swoje życie?

      Godziny spędzone na fb zamieńcie na prawdziwy przyjacielski uścisk. Zamiast szybkiego jedzenia na mieście ugotujcie coś z bliskimi. Czasem szukamy ukojenia tam, gdzie go nie ma. Posłuchajcie ciszy… Poćwiczcie spacerując. Zostawcie dvd i popatrzcie na wasze życie. Dzisiejszy dzień pokazał mi, że warto otwierać swoje serce dla innych. Mam nadzieję, że Wy też to poczujecie! A więc zaczynamy weekend, tak ?

       

      Co powiecie na grzane wino?

      Najlepsze do tego będzie czerwone półwytrawne. Można je później posłodzić miodem lub cukrem. Ja robię je tak: (na jedną butelkę wina), wlewam wino do rondelka, dodaję 2 pokrojone w plastry pomarańczy (wcześniej dokładnie wyszczotkowane), 2 kawałki kory cynamonowej, 6-7 goździków, odrobinkę azjatyckiej konfitury z imbiru. Jeśli chcecie, możecie dodać wedle uznania, takie cudeńka, jak: gałka muszkatołowa, cynamon, pieprz, kardamon, kminek, anyż. Szczególnie te dwa ostatnie gwarantują oryginalne doznania ( przecież każdy lubi czasem zaszaleć;) Koniecznie trzeba pamiętać, że wino musi się gotować bardzo wolno, absolutnie nie może się zagotować. 

      Ps: pada już u Was śnieg? bo na mój dach podobno tak... ;)

      http://www.youtube.com/watch?v=FsJWSDe44Uk&ob=av3e

      http://www.youtube.com/watch?v=Pmu1lc5wAQk

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      piątek, 13 stycznia 2012 23:48
  • czwartek, 05 stycznia 2012
    • Niezłe ciacho. O tym, dlaczego szafa stoi blisko kuchni...

      Jest kilka rzeczy, które potrafi mnie zdenerwować. I choć nie wszystkich z nich da się uniknąć, zdecydowanie powinnam odmówić sobie tzw. „przyjemności wyprzedaży”. Stoję w kolejce (a wiadomo ile się stoi w kolejce podczas wyprzedaży) i zastanawia mnie, czy da się „zrobić kobietę” w jeden dzień. Nie, nie jest to mój pomysł. Dziewczyna o pięknych, niebieskich oczach opowiadała swej towarzyszce wystarczająco głośno pełne zachwytu plany: „dziś zrobię się na bóstwo. Padnie z wrażenia”. Szkoda tylko, że to morze w tęczówce miała zaraz zalać falą cekinów. Trzymała też szpilki. I chcę wierzyć, że naprawdę potrafi w nich chodzić, bo nie wiem, kto pierwszy „padnie”: ten, dla którego to robi, czy ona sama - takie były wysokie.

       Nie jestem terrorystką. Ale chętnie zrobiłabym spaghetti z myśli tłoczących się w głowie tych wszystkich wspaniałych kobiet, którym ktoś kiedyś powiedział, że jak przygniecie je moda, to staną się widoczne. Widzieliście kogoś zachwycającego się pięknem opakowania kanapek z Mc’Donald's? (nie mówię o samych kanapkach, bo jednak instynkt głodu może zrobić swoje ;) Albo szukaliście kiedyś drugiej takiej samej muszelki na plaży?  Nie. Bo prawda jest taka, że naszą uwagę przyciąga to, czego mózg wcześniej nie widział. A druga prawda jest taka, że przyjemność naszego umysłu wiąże się z rzeczami, które odzwierciedlają naszą osobowość, niepowtarzalną osobowość. ...Nawet w kolejce podczas wyprzedaży wierzę, że wszystkie te dziewczyny są wyjątkowe. Tylko z niewiadomych przyczyn pomyliły narzuconą im na wystawach modę ze stylem, który noszą w sobie.


       

      Wiecie, kiedy gotowanie zaczęło mi przynosić największą radość? A raczej, kiedy zaczęło mi przynosić radość? Kiedy mama zostawiła mnie samą w kuchni. Oczywiście wcześniej musiałam nauczyć się od niej wielu tajników. I wiele jej rad nadal wykorzystuję. Ale dopiero odkrycie, że gotowanie to wyrażanie swoich uczuć dało mi radość z kuchni. Rozumiecie? Nie chodzi o to, żeby idealnie odmierzyć składniki. Chodzi o to, żeby wykorzystać swoją energię, emocje, wyobraźnię. Tak, abyście mogli czuć się jak kompozytor całej orkiestry, a nie jedynie odczytujący nuty. Jest garnek, łyżka, przepis. Da się go przyrządzić z drobną umiejętności, których każdy może się nauczyć. Z pewnością jednak nie da się poczuć satysfakcji ze zrobionego dania, jeśli nie będziecie wiedzieć, że jest choć odrobinę "wasze".

      Życie uczy gotowania, gotowanie życia. Szkoda kupować tę stertę ciuchów, tylko dlatego, że są tańsze i podobne nosiła jakaś znana osoba. Dlaczego wszystkie kobiety miałyby wyglądać tak samo. Moda to jedynie przepis kulinarny. Tym, co jest prawdziwe to styl. Tak, jak dobrze przygotowana potrawa, styl roztacza swój niepowtarzalny „zapach” wokół, przyciąga uwagę, intryguje. Jeśli chcesz ugotować coś wspaniałego, nie inspirujesz się przecież kanapką z fast foodów. Dlaczego więc, chcąc wyglądać dobrze, kupujesz to, co akurat właśnie w styczniu 2012 roku ktoś założy w jakiejś sieciówce na manekin? Napijcie, się dobrej kawy/ herbaty/ wina i pomyślcie kim jesteście, co lubicie, co WAS WYRÓŻNIA? I dopiero idźcie do kuchni, ruszcie na zakupy. Będąc sobą, będziecie szczęśliwsi!

       

       

      Dzisiejszy wpis niekoniecznie będzie jasny dla Panów. Widzę ich częściej w kawiarniach centrum handlowych, podczas gdy ich kobiety szaleją z wieszakami. Choć i im czasem udziela się bezsensowny stres bycia modnym. Ale wierzę Panowie, że prawdziwi faceci są na to odporni. I zachowają swój styl. Nie wiem, jak inne Panie sądzą, ale dla mnie jesteście bardziej męscy ze szklaneczką leciwej whisky, niż ze świeżutkim katalogiem mody męskiej u boku.

       Ale się rozpisałam! Pora na przepis. Przygotowany niegdyś w mojej kuchni przez mężczyznę, który naprawdę dobrze wygląda gotując, a oglądanie go w tej roli to relaksujący widok. Zero stresu, autentyczność. Nie potrzeba mi więcej dowodów na to, że warto być sobą. W kuchni, w życiu. 

      Przepis prosty, szybki. Wymaga jedynie dobrych składników. Ale kto powiedział, że to muszą być tylko takie składniki? Weźcie przepis, dodajcie siebie i zróbcie jedzonko. Amen. 

       Pasta di tonno:

      Gotujemy makaron al dente. Odsączamy tuńczyka z puszki ( w zalewie własnej lub oleju, koniecznie kawałki, zapomnijcie w ogóle o „tuńczyku rozdrobnionym” - ohydztwo) Wrzucamy na patelnię, chwilkę podsmażamy, dodajemy śmietanę ( więcej niż 12% mniej niż 36%) i podgrzewamy na wolnym ogniu, aż zgęstnieje. W trakcie mieszania dodajemy suszone oregano, sól, pieprz do smaku i jeśli macie ochotę, magiczny składnik zwany "cotamchcecie" :). Łączymy z makaronem.

      

      http://www.youtube.com/watch?v=0RUZpOsL1JQ&feature=share

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      slowikjustyna
      Czas publikacji:
      czwartek, 05 stycznia 2012 02:18