Miłość i inne przystawki...

moja osobista, zupełnie nie dietetyczna wizja życia pełnego miłości

Wpis

piątek, 13 grudnia 2013

List grudniowy.

Jesteście tam jeszcze? Mam nadzieję, że jesteście. Myślę o Was częściej niż to widać na blogu.

Postanowiłam napisać do Was list.

(Jak do przyjaciela, który może być daleko, choć tak bardzo blisko. Jak do kogoś, kto rozumie tak wiele, że słowa można ograniczyć do pięknej prostoty.) Myślę dzisiaj o wzburzonym morzu. Fale uderzają o brzeg, wiatr pędzi sobie tylko znaną drogą, a granat co rusz wpada w objęcia błękitu, by za chwilę oddać się namiętnością szarości i bieli. Stoję na brzegu i myślę o życiu. Już samo to słowo jest jak wzburzone morze, raz spokojne i łaskawe, innym razem złowrogo obce.

Wiele razy w ostatnim czasie zastanawiałam się czy życie, podobnie jak morze jest w stanie zmienić żeglarza, który przecież jest z nim „za pan brat”, czy może go przestraszyć? Zaskoczyć zmiennością niespodziewaną, bo zbudowaną tak naprawdę z rzeczy, które dobrze znamy?

Wielu z Was pisało do mnie piękne wiadomości. Pytało o Czesława i „jego przyszłość”. Sama dużo o nim myślałam. A jednak czas, który jest już za mną był jak wzburzone morze. Wdzierał się w spokojne zatoki, czasem przestraszył, by rankiem wyrzucić na brzeg imponujące bursztyny i muszelki. Czas, który zmienia. Wewnątrz i wokół.

Kiedyś powiedziałabym, że czuję się silniejsza. Dzisiaj powiem Wam, że dzięki temu nauczyłam się o tę siłę walczyć. Przypomniało mi się niedawno pewne spotkanie sprzed lat. Tuż po maturze wyjechałam z przyjaciółkami nad morze. Cudowny czas beztroskich myśli i frywolnej zabawy do rana. Czekając na swoje towarzyszki gdzieś przy molo usiadłam na ławce obok starszego pana. Wyglądał na osobę bezdomną, choć w jego oczach było widać dużo dostojeństwa i spokoju. Jadł kiełbaskę, którą zagryzał bułką. Swoim (nieznośnym!) zwyczajem zagadnęłam do niego i zaczęła się prawie godzinna rozmowa. Pan marynarz (ach ci marynarze!) opowiadał mi o dalekich rejsach, mocnych trunkach i pięknych kobietach. Niestety w pewnym momencie życia wszystko zaczęło zmierzać w niespodziewanym kierunku. Wielu znajomych myślało, że pogubił się sam ze sobą, a on po prostu starał się utrzymać kurs podczas życiowego sztormu. Dzisiaj siedział na brzegu plaży, bez domu, bez bliskich i jadł śniadanko przyglądają się statkom i ludziom. Skąd w panu tyle siły? – zapytałam. Wiesz Kochanieńka - odpowiedział - gdy na morzu sztorm, marynarza może uratować tylko wewnętrzny spokój. A gdy po burzy okazuje się, że nie znasz kierunku, pozwól, by fale spokojnie zaprowadziły Cię do brzegu.

 

Myślę, że nasze życie nie jest wybrakowane, przypadkowe. Ma w sobie dokładnie tyle, ile potrzebujemy – czasu, możliwości i szans. Wielu z nas szuka często alternatywy, mówiąc, że żyją w niewłaściwym miejscu, czasie, marnując tak naprawdę możliwości, które mają. Oczywiście, mnie też nie jest czasem łatwo pogodzić się z faktem, że nie wyglądam jak młoda Sophia Loren, choć bardzo bym chciała. Zdarza mi się zakręcić wokół własnej osi. Spotkać na swojej drodze niewłaściwą osobę, pójść nie w tym kierunku i zmagać się z tym bardzo długo. Życie uczy mnie jednak, że jeśli robisz coś na siłę, wkładasz w to niezdrowo dużo energii a mimo wszystko coś jest nie tak, oznacza to, że obrałeś zły kurs. Płyniesz pięknym statkiem, rozwinąłeś żagle ale nie zwracasz uwagi na wiatr, z którym możesz się bezskutecznie zmagać lub który może dać Ci siłę i moc. Jak ten bezdomny marynarz, który pozornie nieszczęśliwy ma w sobie więcej zgody na życie niż niejeden z nas. Zajada szczęśliwie kiełbaskę na brzegu. Jest wolny.

 

Za biurkiem w pracy popijam earl greya. W korytarzu ustawili przed chwila choinkę. Prawie wszyscy na świątecznych spotkaniach, delegacjach. Cicho, pięknie, czekam na śnieg – obiecał, że spadnie na Święta. A ja Wam obiecuję, że Czesław czuwa – może trochę inny, zmieniony, zaganiany czasem skrobnie coś niepoprawnie. Chyba jednak nie potrafi bez Was żyć.

Całuję.

Wasza J. (znana jako Kolacja z Czesławem)

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
slowikjustyna
Czas publikacji:
piątek, 13 grudnia 2013 13:01

Polecane wpisy

  • Życie zaczynam wieczorem.

    Co prawda blog prawie umarł, ale kuchnia na szczęście nie. W egoistycznym pędzie za wybitną karierą, gdzieś pomiędzy szybkim słowem a wolną kawą, gotuję. A że n

  • Wielkanocy nieoczywistej! :)

    Kochani! Jeśli zajrzycie tutaj w tym świątecznym czasie, to chciałabym przekazać Wam serdeczne życzenia - niech Wielkanoc będzie czasem otwierania serca. Spotk

  • Jak oszczędzać...

    …pieniądze, czas? Zdaje się, że wszyscy się nad tym zastanawiamy. Niespodziewane wydatki, zaskakujące sytuacje czekają na każdym kroku, by tylko „um